Pani Strzelec: Jeden przykład na to, dlaczego życie we wspólnotach pierwotnych było lepsze - blog Pani Strzelec o świadomym życiu. Wspólnota pierwotna/ społeczność pierwotna vs współczesne społeczeństwo zachodnioeuropejskie

Wspólnoty pierwotne wprawdzie nie znały szczepionek ani internetu, ale miały wiele zalet, o których zapomnieliśmy, budując naszą cywilizację.

CZYTAJ TEŻ: POCHWAŁA INTERNETU. LUDZIE, SPOŁECZNOŚCI, KONTAKTY

Wspólnoty pierwotne

Weźmy przykład jedzenia i przygotowywania posiłków. Wyobraźcie sobie plemię lub jego wycinek, takie skupisko chat, do kilkudziesięciu mieszkańców, centralny plac. Ogień. Kilka lub kilkanaście kobiet przygotowywało danego dnia posiłek dla wszystkich. Na jednym ogniu. Żadna z kobiet nie musiała przygotować posiłku od początku do końca. Żadna nie męczyła się sama z czymś, co jej nie wychodziło. Najmłodsze miały od kogo się uczyć. I nie był to tygodniowy kurs, tylko codzienne podglądanie i współuczestniczenie latami z kobietami o większym doświadczeniu.

Współczesne społeczeństwo zachodnioeuropejskie

A dzisiaj co mamy? Na sześćdziesięciu mieszkańców małego bloku przypada pewnie czterdzieści kuchenek i tyleż piekarników. Ponad 90% osób, które przygotowują posiłki, robi to sama. Czyli jest nudno, męcząco, beznadziejnie, a najedzą się tym maksymalnie trzy osoby. Stojąc półtorej godziny w kuchni, samemu z mięsem, przyprawami i parą z gotujących się ziemniaków, można dostać niezłego wkurwa. Do tego multitasking: rozpakowujesz zakupy, układasz na miejsca, myjesz, obierasz, wyrzucasz, kroisz, zmywasz blat, dalej według przepisu, pilnujesz gotowania… a i tak często nie wychodzi.

40 ognisk dla wyżywienia 60 osób – jak to strata energii! A ile niemierzalnych strat w relacjach i w pojedynczych psychikach.

Nie jest łatwo wprowadzić zmiany, wynikające z tych przemyśleń, do naszego społeczeństwa, podzielonego na chore atomowe rodziny. Gotowanie dla samego siebie lub dla trzech osób, tak samo jak przygotowywanie samemu przyjęcia dla kilku-kilkunastu osób to sztuka dla sztuki i preludium do depresji.

Stań na wysokości zadania, zajedź się, ale zrób to, sama, w czterech ścianach, z zimnym piekarnikiem, bo tak wypada.

Od mamy się nie nauczyłaś, bo… byłaś w szkole. Albo odrabiałaś lekcje.

Czy można to zmienić?

Idealnie byłoby poszukać w szalonym społeczeństwie takich czarnych owiec, twardych wyjątków od reguły, z którymi można by powoli próbować budować społeczność na wzór tej pierwotnej. Umawiać się na wspólne gotowanie i jedzenie. Rozmawiać ze sobą, śmiać się i uczyć od siebie, wykonując nudne, ale potrzebne czynności (jak przygotowywanie posiłków). Ale tak samo spędzać też razem czas nic nie robiąc.

Jeśli spodobał ci się ten temat i czujesz niedosyt, zerknij do artykułu, w którym pisałam o moim marzeniu: Żyć pierwotnie, bliżej natury.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: