Nie ma to jak prawdziwe historie prawdziwych matek, które mogą pomóc innym, podpowiedzieć lub pokazać, że różne sytuacje są normalne. Bez dołączonego poniżej forum do naparzania się przeciwnych opcji matkowstwa. No to dzisiaj jedziemy z odstawianiem dzieci nieodstawialnych.

Odstawianie dwulatka – moja historia

Młodszego Syna, ponieważ nie jest moim pierwszy dzieckiem, chciałam odstawiać już, kiedy miał rok. On nie był na to gotowy, ale ja bardzo bym wtedy sobie tego życzyła. Byłam tym zmęczona. Byłam zmęczona wszystkim. Między innymi nieprzespanymi nocami (między pierwszymi przespanymi przez Starszego nocami a ciążowym wstawaniem na siusiu w nocy miałam może miesiąc przesypiania nocy). Zmęczona tym, że to JA zawsze jestem potrzebna, nie mogę swobodnie sprzedać dziecka Mężowi czy Rodzicom.

Ale nie wyszło. Młody był mocniejszy od nas i on był w stanie dłużej krzyczeć, będąc noszonym na rękach niż my byliśmy w stanie znieść dźwiganie i słuchanie krzyku.

I tak odstawiałam go co miesiąc. Ale właściwie ustępowałam na samą myśl o noszeniu go w nocy.

Nawet ze trzy razy próbowałam wcisnąć mu sztuczne mleko i na to go przestawić, choć zwolenniczką sztucznego mleka absolutnie nie jestem. Ale nie dał się tak urządzić.

Kiedy miał około półtora roku, udało mi się nauczyć go zasypiania bez karmienia. Na noc i na drzemki. Jak go nauczyłam? Któregoś razu przed drzemką położyłam się z nim na łóżku, na brzuchu, ubrana po szyję i mógł się buntować tyle, ile chciał. Ja mogłam przytulać, głaskać, śpiewać. Już po dwóch-trzech razach wiedział, że zasypia bez i świetnie zasypiał! Wciąż karmiłam go w nocy (duuuużo razy).

A z czasem niestety wróciłam do karmienia przed drzemką, do zaśnięcia na noc, na jakiś czas wróciłam nawet do karmienia go, kiedy tylko chciał w ciągu dnia. Matkozmęczenie i korzystanie z najłatwiejszych rozwiązań, skoro działają, uciszają, usypiają.

Bywa i tak, że nie masz siły. Może tak być. To się zdarza. Tak bywa. To normalne.

Minęło więc półtora roku – wiek, w którym ostawiłam Starszego. Minęły drugie urodziny… A my z Mężem wiedzieliśmy, że nie jesteśmy gotowi na noszenie uparciucha w nocy, znoszenie krzyku i wyrywania się, które by nam towarzyszyły po odstawieniu, póki Syn nie przyzwyczaiłby się do nowych zasad.

Przełom

I któregoś wieczoru, jak zwykle, karmiłam Młodszego do snu. Wzięłam do tego telefon, pisałam sobie z Mężem, coś tam czytałam. Po dłuższym czasie, wciąż go karmiąc, spojrzałam na zegarek. I spojrzałam na czas wysłania wiadomosci, o której pamiętałam, że pisałam ją już karmiąc Młodszego. To było 40 minut, a on wciąż ssał i nie dawał się odessać! Wyszłam z pokoju Chłopców po 50 minutach karmienia.

I to był ten moment. Uświadomiłam sobie. 50 minut dziennie codziennie, nie wspominając o karmieniu na drzemkę i po zbudzeniu z drzemki, i po zbudzeniu z drzemki po drzemce…

I to chyba było ostatnie karmienie.

Od następnego dnia na drzemki i na noc było noszenie, śpiewanie lub słuchanie kołysanki Brahmsa. Nie bez buntu. Nie bez wyrywania się, krzyczenia, płaczu. Nie bez proszenia cycy, bo niepotrzebnie nauczyłam go tego słowa.

Ubierałam się i w dzień, i na nocne noszenie nieprowokująco ;) Znaczy stanik sportowy, który ostał się po czasach przed Starszym jeszcze. Bo innej niewyzywającej garderoby nie znalazłam w szafie matki tak długo karmiącej.

Jakoś przetrwaliśmy usypianie i noszenie utulające po nocnych pobudkach. Musiałam być dzielna, bo te 50 minut…

Jak po odstawieniu?

Po kilku dniach Syn przywykł do nowej sytuacji. Nawet coraz mniej nosiłam, zaczęłam lulać na siedząco lub głaskać i kołysać jak leżał. Po kilku (może więcej?) dniach przydarzyła mi się pierwsza od niemal pięciu lat przespana noc (nie licząc tego miesiąca, o którym wyżej)!

Starszy po odstawieniu niemal natychmiast zaczął przesypiać noce lub wędrować do nas nad ranem i kłaść się z nami, bez afery.

Młodszy wciąż, po niecałym miesiącu od ostatniego karmienia potrafi zbudzić się w nocy z krzykiem. Na ogół głaskanie, śpiewanie lub położenie się z nim wystarcza. (Tylko jednak wolałabym przesypiać noce, please).

A jak ma się matka?

Świetnie!

Ogromnym plusem jest absolutny brak dolegliwości piersi. Jednego dnia lekkiego pobolewania nie liczę, bo w porównaniu z tym, jakie cyrki odstawiało moje ciało, gdy odstawiałam Starszego, to mniej niż pryszcz. Przy pierwszym Synu miałam masakrycznie napełnione piersi, bolały (a ja go jeszcze nosiłam do snu!), kilka razy dziennie musiałam brać prysznic, okładałam je kapustą, czułam się źle.

Było ekstremalnie, ale szybko minęło. Dziesięć dni? Dwa tygodnie? Pamiętam ten piękny dzień, kiedy obudziłam się i nie miałam cycków. Znikły, mleko zeszło w jedną noc. Ta lekkość, ulga!

Teraz jest inaczej. Nic nie boli, ale po prawie miesiącu nadal mam mleko i nie mam jeszcze tego boskiego uczucia nie-mania piersi. Czekam. Mam nadzieję, że to nie będą miesiące, jak wiele mam donosi.

Tak czy inaczej już zyskałam sporo wolności:

– Nie tylko ja mogę uśpić dziecko.

– Nikt na mnie nie patrzy dwuznacznie. Wiem, że w miłości chodzi o miłość, a nie o cycy.

– No i mogę ubrać się pod szyję. Odzwyczaiłam się, to prawda, ale przynajmniej jedną sukienkę mam bez dostępu i teraz bezczelnie w niej chodzę.

– Ulgą też jest to, że w przypadku wyjazdów, rodzinnych spotkań i innych emocji, reszta rodziny nie będzie proponowała może mu daj jako szybkiego rozwiązania na słabszy humor czy poddenerwowanie Syna.

Potrzebowałam tego :) A Syn powoli uczy się innych form utulania, kiedy coś doskwiera.


Jeśli czujesz, że poprzez ten tekst otrzymałeś wiedzę lub inspirację, daj znać i przekaż dobrą energię dalej!
Odpal wdzięczność ku Wszechświatowi, wyślij link do tego tekstu ważnym dla Ciebie osobom, wesprzyj bloga PS.
Daj jakiegoś znaka, wrzuć jakiś uśmiech w świat, podejmij działanie z intencją, by zaczerpnięte stąd wiedza i pomysły zmieniały Twoje życie.