Gdzie jest rodzina? Gdzie są przyjaciele?

Nie wiem, czy dostrzegacie, jak nawet za naszego życia zmienia się mentalność ludzi, pojmowanie i podejście do wielu rzeczy.

Dzisiaj kobiety, zajmujące się rodziną, domem, związkiem, sobą, swoimi pasjami, a nie sprzedające sporego kawałka swojego życia pracodawcy, oceniane są negatywnie, jako nieambitne i tak dalej. Od kiedy tak to działa? Od po wojnie? Czy jeszcze później się zaczęło?

Dzisiaj coraz mniej ludzi bierze psy ze schroniska, coraz mniej nawet kupuje je z hodowli czy skąd inąd, coraz mniej bierze koty od sąsiada/znajomej/babci, bo się rozmnożyły. Nie. Ludzie dzisiaj adoptują pieseły. Jeśli czyta mnie ktoś bardzo młody, spieszę z wyjaśnieniem: jeszcze sześć lat temu wyraz adoptować odnosił się jedynie do przyjęcia pod swój dach dziecka, które straciło rodziców. Samotnego dziec-ka. Nie zwierza.

Dzisiaj lovciamy zwierzeła, nazywamy je członkami rodzimy, adoptujemy. Gdybyś jeszcze dwadzieścia lat temu nazwał psa członkiem rodziny, popatrzono by na Ciebie z pobłażaniem, jak na nieszkodliwego, naiwnego wariata.

Aha, i dzisiaj najprostsza kultura w formie celebrytów wciska nam żareło bez zwierzeła. No bo lovciamy.

Czy wiesz, kto będzie przyjacielem Twojego wnuka, a może i dziecka, jeśli nie ogrodzisz swego domu przed wyżej opisanymi zjawiskami? Obstawiam, że przyjacielem Twojego wnuka może być jakiś dron.

Wiecie, Tomki Sawyery i inne chłopaki-rozrabiaki, dawno temu, nieraz znęcały się nad zwierzętami. To nieładne. Ale to pokazuje, że zwierzętom było w ich mentalności bliżej do gałęzi i kamieni, niż do ludzi. A to ludzie przecież mogli być rodziną i przyjaciółmi.

Potem postawiliśmy psom budy, kurom daliśmy specjalne jedzenie, nie odpadki, narysowaliśmy kreskówki, w których przyjacielem chłopca jest pieseł.

Dzisiaj ci chłopcy wraz ze swymi wege pa(rt)n(t)erkami adoptują Fafiki, kupując im specjalne kołdry, szczotki do zębów i świętują kolejne miesięcznice Fafików ciastem z czarnej fasoli.

Ich dzieci (u mamy, bo tata weźmie je do siebie i panterki dopiero na weekend) w tym czasie oglądają w publicznej tiwi dla dzieci kreskóweczkę bez przemocy, nawet nieco edukacyjną, w której to przyjacielem dzieci, który pomaga, przywołuje uśmiech na twarze i ratuje w tarapatach, jest… samolot-kurier. Przerośnięty na potrzeby filmu dron.

Jakich przyjaciół, gdzie i skąd będą brali chłopcy, oglądający godzinami to-to? Kupią sobie drona i zaczną wmawiać sobie, że on ma inteligencję, uczucia, rozumie ich… kocha…? Tylko no… trochę jest ograniczony… Ale to pozory… (Jak pies).

Jak mają się bawić dzieci, oglądające Strażaka Sama? Czyli znów, bajkę bez przemocy i nawet edukacyjną, ale pokazującą, że za każdym razem, gdy dzieci coś same wymyślą i opuszczą ogrodzony, bezpieczny chodnik, kończy się to wzywaniem dorosłych, przeprosinami i obietnicą, że nigdy więcej?

Ludziska, błagam, wracajcie do ludzi.

Kiedy nie macie niczego konkretnego do zrobienia, wyłączcie wifi w domu, wyjmijcie z gniazda kabel od tiwi i odłóżcie komórki hen daleko.

Pogadajcie ze sobą, ponudźcie się razem, nawet powkurzajcie się na siebie.

Uczcie dzieciaki relacji, pokazujcie im swój przykład. Jak rozmawiacie z mężem, a jak z sąsiadką, a jak z panią w sklepie, a jak z siostrą, a jak z własną ciotką.

A po co w ogóle mamy starać się o te relacje, nasze i naszych dzieci?

Po pierwsze, bo to natura. Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Jeśli nie wierzysz, odpowiedz sobie, co byś zrobił, gdybyś jako jedyny, w swoim bezpiecznym, super domu, przeżył wielki wybuch atomowy? Jesteś jedyny na Ziemi. Może nawet masz zapasy jedzenia na rok albo na dwieście lat. Co robisz? Po co? Z… psem?

Po drugie, bo człowiek w takim prawdziwym stadzie, czyli człowiek z relacjami (nie w anonimowym tłumie czy tam spiołeczeństwie), jest po prostu silniejszy. Zdrowiej siebie ocenia. Lepiej zna swoją wartość. Nie łyka każdej zasłyszanej informacji, ideologii. Ma kogoś, komu na nim zależy, kto poda tę herbatę przy przeziębieniu i wesprze w życiowym dołku. Anonimowy lekarz czy psycholog nie wesprze. Kasę weźmie, czas zajmie, procedury se odhaczy, ale Twoje dobro jest mu obojętne (jest szansa, że 0-5% lekarzy, nauczycieli i innych urzędników to ludzie z powołaniem).

Także teges. Wyłączyć komóry, umyć włosy i idźta do ludzi. O ile znajdziecie jakichś. I bez komór.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.