Forma, która boli i pomaga

Jeśli nie pamiętasz ze szkoły Ferdydurke, to może chociaż sinusoidę?

Mam taką świetną teorię, opisującą sposób funkcjonowania… mój. Ale chyba nie tylko.

Biorę sobie na warsztat jakiś ważny dla mnie temat. Na przykład zdrowe jedzenie. Zaczynam średnio, rozpędzam się i dochodzę do skrajności – jedzenia tak zdrowego, że… aż mi słabo. I muszę posilić się mięsem z ciastem. Albo przychodzi taki dzień, że po prostu świat jest zły i po prostu muszę napchać się chemią/słodkim. Potem za Woodym Allenem powtarzam, że ojtam, ojtam diety i sporty, żyć trzeba, i tak wszyscy umrzemy, zdrowo jedzący i biegający też umierają. I siadam w dolnej skrajności, postanawiając żywić się osiągnięciami współczesności. Po czym znowu nachodzi mnie fala bycia taką super, że jadę znów w górę do sałaty z burakiem… Każde kolejne w górę dochodzi mniej w górę i każde w dół dobija mniej w dół. Do osiemdziesiątki mam szansę dryfować z lekkimi amplitudami w pobliżu swojego złotego środka.

pani strzelec - forma

Tak samo mam z wszelkimi formami. Niech to będzie plan posiłków, lista rzeczy do zrobienia, regularne pisanie w pewnych formach na blogu, miejsce zapisywania notatek.

Ja potrzebuję formy. Określam ją sobie, wymyślam w aktualnych okolicznościach. Realizuję przez kilka dni-tygodni. Po czym zostawiam ją. Porzucam. Nie zaglądam do tych planów czy notatek. Zaczynają mnie uwierać.

Albo mi się forma nudzi, albo przestaje pasować do zmienionych okoliczności. Odrzucam ją więc…

…dryfuję w bezformowej próżni…

… po czym brak formy powoduje taki bezwład, że zaczynam formy potrzebować.

Więc ją sobie stwarzam i lecimy od nowa. Ale nie od początku. Schemat kontynuuje się, ale już w innym miejscu, z naciskiem na coś innego.

Dryfuję między formą a bezformą jak między tą chemią a sałatą ze schematu powyżej.

Nauczyłam się już na przykład nie obiecywać nowych cykli na blogu. Nie obiecuję trzymania się formy. Kiedyś potrafiłam stworzyć cudny tekst z pomysłem na kontynuację. I jej obietnicą. Ale na tym jednym tekście się kończyło.

Przyjrzyj się pod tym kątem każdej sytuacji, w której krytykowałeś siebie, bo nie dotrzymałeś słowa, postanowienia i takich tam. Może dane postanowienie, nawet realizowane przez krótki, a nie wpisane w twoje życie na zawsze, dało dobry efekt, wykonało swoje zadanie i można już to postanowienie zostawić z boku i wziąć się za coś świeżego, ważnego ze względu na aktualne potrzeby.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email:


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.

2 thoughts on “Forma, która boli i pomaga”

  1. Mam podobnie. To chyba normalne. Bardziej nienormalne wydaje mi się sztywne trzymanie obranego schematu bez względu na (zmienne przecież) okoliczności.
    A może to tylko moje usprawiedliwianie słabości i niekonsekwencji? E tam! Co za różnica? Ważne żeby robić to co ważne :-)

  2. Mam tak samo. Tylko nazywam to zataczaniem kręgów. Zmieniają się tematy: dobrowolna prostota, blog, finanse, oszczędność, zdrowe odżywianie, bieganie, duchowość…Kiedyś przeszkadzało mi, że brak mi stałości, że nie rozwijam się we wszystkich kierunkach na raz. Ale teraz to akceptuję: to przeskakiwanie od tematu do tematu. Wiem, że w następnym cyklu, kręgu wrócę do tego. Więc wyobrażam to sobie jako jako spiralę wznoszącą się do góry. Pozdrawiam :)

Comments are closed.