fast book jak zmienia sie czytanie blog pani strzelec

Jak czytasz? Zastanów się przez chwilę. Czego szukasz na półkach księgarni? Na jakiej podstawie wybierasz kolejne tytuły? A jak to było, kiedy byłeś w liceum?

Pożywne domowe obiady z czasem zastąpiły fastfoody zamiennie z kaszą jaglaną z rukolą.

Stare, dobre i to dobre całymi latami i dziesięcioleciami winyle zastąpiły jednorazowe hity miesiąca, dwie sylaby pumkane przez jakąś dobrze zrobioną panią i komputery.

A ciepłe, szyte na miarę wełniane płaszcze ustąpiły miejsca niegrzejącym za to pocącym i elektryzującym poliestrowym kurteczkom.

Czy nie podobnie jest z książkami?

Pamiętasz, jak czytałeś Krzyżaków czy inną lekturę? Mogłeś tego nie znosić, ale jeśli jednak czytałeś i przeczytałeś – to było wydarzenie. To było COŚ. To były dni. Nie. Raczej tygodnie.

Dzisiaj książki są jakieś inne.

Sezonowe. Nawet wywindowane na całym świecie Marie Kondo czy Elizabeth Gilbert musiały spieszyć się z pisaniem następnej części.

W miesiącu premiery sklepy krzyczą do ciebie tym tytułem. Ale czy masz pewność, że znajdziesz go na półkach za rok? Romeo i Julię znajdziesz.

Jednorazowe.

Śmieciowe?

Ile jest takich, traktowanych jak… bo ja wiem? Kartofle? Czekoladki? W dyskoncie, ze zdjęciem pani z telewizora na okładce. Może coś jej skapnie. Z promocji po 5zł.

Jak się czyta te współczesne książki?

Szybko. Po pierwsze: tyle przestrzeni na kartkach. Ostępy miedzy linijkami, duża czcionka, marginesy… Po drugie: język.

Powstaje dzisiaj wiele książek, które ani nie są literaturą piękną, ani nie są porządnie napisanymi podręcznikami, pomocami czy książkami naukowymi. Często to nawet nie eseje, które kojarzę z formą lekką, ale inteligentną, barwną, pełną treści, oryginalną, ukazującą jakąś nową relację czy punkt widzenia (np. Umberto Eco).

Czym są więc te książki, ani nie literackie, ani nie konkretno-pomocnicze czy naukowe?

No blogaski takie. Notatniki. Gimnazjalisty. Nagrane na dyktafon i spisane opowieści… kogokolwiek.

Fast booki?

Do Krzyżaków, Pana Tadeusza czy nawet Harry’ego Pottera się siada. Zasiada się na dni i tygodnie.

A niektórych współczesnych autorów ściągam sobie po kilka książek na jeden wieczór. Bo je się przelatuje, kartkuje.

To nie jest tylko negatywne

Internet nauczył nas innego czytania. Kiedyś było od deski do deski, dzisiaj jest wgłąb informacji.

Po tytułach rozdziałów, śródtytułach oceniam, czy warto inwestować swój czas. Czy chcę się zagłębić. Czasem z całej książki przeczytam porządnie jeden rozdział. I to nie jest złe.

Mamy dzisiaj tak duży wybór treści, że dobrze jest umieć wybierać.

A łatwy język, wręcz notatkowość wielu książek? Z jednej strony ułatwia (bo przy lekturze Krzyżaków wejście w język może boleć), przyspiesza czytanie i zmniejsza dystans między autorem a czytelnikiem. Z drugiej… ja nie lubię takich książek, które są dobre, ale tak łatwe, że czytam je migiem, bo… szkoda mi, kiedy się kończą, a kończą się szybko. Tu przykładem mogą być nawet niby-grube powieści Coś niebieskiego, Coś pożyczonego.

Tak naprawdę w starym, dobrym stylu, takim, że czyta się z autentyczną, niemal fizyczną przyjemnością, pisze dzisiaj Wojciech Cejrowski. Andrzej Stasiuk. Ktoś jeszcze?

Co nie znaczy, że z lektury szybkich Piotra Kraśki czy Beaty Pawlikowskiej niczego dla siebie nie wyniosłam.

Się zmienia.

W projekcie Eksperymentujesz?TUTAJ kwiecień jest miesiącem czytania. Jakie mam przemyślenia i jakich zadań polecam się podjąć w tym temacie? Przeczytasz .


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: