Artykuł zawiera linki afiliacyjne.

Ostatnio tylko utwierdzam się w tym, że nadmiar odbierania poważnie nam szkodzi.

Chodzi mi o odbieranie reklam: uloteczki, adsensy, fejbuki, billboardy, radio w twoim własnym samochodzie, wmawiające ci, że masz biegunkę oraz ekraniki wszędzie (dworce, metra i co tam jeszcze).

Chodzi mi o rozpraszający nas Internet. Rozpraszający bzdurami. Rozpraszający pozornie ważnymi i pożytecznymi informacjami. Rozpraszający nawet wartościowymi informacjami. Tak, wartościowa informacja niekoniecznie nam służy! Informacja, która nam służy, a nie rozprasza, to tylko ta, która jest nam aktualnie potrzebna. Tak jak minimaliści nie widzą pożytku, a jedynie kłopot w zbieraniu just in case items (rzeczy na wszelki wypadek), tak samo wielu ludzi sukcesu nie ceni informacji poza informacją just in time. Taką, której teraz potrzebujesz, którą teraz właśnie użyjesz dla polepszenia efektu tego, co właśnie teraz robisz. Idea przeczytana u Tima Ferrissa, 4- godzinny tydzień pracy. Rzadko kiedy czytam książki więcej niż raz, nawet takie, które są dla mnie ważne (coś we mnie zmieniły). Tę wysłuchałam, a potem przeczytałam dwa razy i pewnie na tym nie zakończę.

(Po reklamie.)

Chodzi mi o telewizję i radio, i prasę, ale może moje pokolenie już ich tak mocno nie używa (a może się mylę?). Radio ma za dużo reklam, które można ominąć, używając własnych płyt czy youtube z wtyczką adblock. Telewizja to też dużo reklam i też można ją przenieść na komputer, a nawet odreklamić. Pozostaje pytanie, czy oferowane tam programy i seriale są naprawdę ciekawe i warte naszego czasu? Chyba dzisiaj ciekawszy materiał można znaleźć online. Pozostaje pytanie, czy chcesz dawać się rozproszyć i denerwować z powodu prezentowanych pseudo-wiadomości i pseudo-dyskusji, które nic nie zmieniają i na które ty nie masz wpływu.

Pseudo-wiadomości działają tak: spadł samolot, są ofiary, polityk kradnie, facet gwałci, byndzie wojna, producent oszukiwał, właściciela kantora zastraszano, powietrze cię zabija, drożdżówki też.

Co możesz, bobasku, poradzić na spadnięty samolot, jakimi mocami możesz wskrzesić ofiary, jak powstrzymać wojnę i uciec od powietrza?

Jesteś zastraszony, zdenerwowany, nie potrafisz już jak rano z czystym umysłem robić tego, co chciałeś robić.

Ale dont łory, ta sama telewizja ma i rozwiązanie na problemy, które właśnie stworzyła w twojej głowie.

Kup magnez na zmniejszenie napięcia nerwowego. Wakacje ol inkluzif z masażami ol inkluzif! System antywłamaniowy, kamery do domu, bo kup pan bezpieczeństwo. Wiem, że jesteś rozdygatany: cze-ko-la-da! I jeszcze te buty. Do klubu idź. Będziesz żył. No ale w tych swoich szmatach chyba nie pójdziesz. Paczaj, teraz takie sukienki się nosi. Fajna, nie? Zasłużyłaś! Just do it.

I w tym miejscu do akcji wkraczają tak zwani minimaliści czy po prostu ludzie rozsądni. Którzy właściwie też zarabiają na sprzedaży chińskich, poliestrowych szmatek – nie wiem, czy wiecie. Tak, wszyscy żyjemy w tej samej ekonomii. I nawet jeśli pan Leo Babauta napisze ebooka o minimalizmie, stawianiu celów, rozwoju i niekupowaniu, to dostanie za niego kasę od pana Toma, który handluje ajfonami i od pani Caroline, która na kasie w Targecie sprzedaje nadmiarowe, kiczowate, niemal jednorazowe ozdoby choinkowe, i od pana Johna, który w swoim ą-ę butiku pomaga dobrać mężczyznom koszule, bo kołnierzyk sprzed roku to już nie ten krój no i wstyd. Jeśli panowie Josh & Ryan (TheMinimalists) wrzucą linka afiliacyjnego do swojej książki na Amazonie, ale czytelnik na Amazonie zamiast ich książki kupi trzy paczki jednorazowych, badziewnych ozdób choinkowych i nowe kołpaki z kryształkami Svarowskiego do swojego Ferrari, panowie minimaliści zarobią prowizję od ozdób i kołpaków Ferrari.

Chodzi mi o święte książki. Piszę święte, bo książki uważane są za dobre. Za opozycję wobec świata cyfrowego. Ale to nie jest opozycja, tylko bardziej archaiczna forma tego samego rozproszenia i badziewa, które nam szkodzi, jeśli nie jest just in time. Zwyczajnie okrada z czasu, okrada naszych bliskich z naszej obecności. Dobrze, istnieje termin rozrywka i miejmy i to w swoim życiu, nawet w formie książek, filmów i fejsbuków. Ale tak jak nadmierne siedzenie na fb jest głupie (na co znajdziecie sporo badań), tak samo nadmiar czytania papieru jest głupi (tu może mniej badań). Książka, gazeta i internet to to samo. Ok, internet bardziej rozprasza uwagę, czytając książkę mamy natomiast większą ciągłość myśli. Mechanizm w internecie zwielokrotniony, ale ten sam. Dlatego wielu mądrych, starych dziwaków, którzy nie rozumieją postępu i współczesnego świata, buntowało się przeciw książkom, wskazywało na negatywne skutki zbyt dużej konsumpcji słowa pisanego. Tak, tak było. Coś na polskim słyszeliście o książkach… a może powieściach… nie pamiętam tego terminu, niech sprytniejszy człowiek podpowie w komentarzu. Chodziło o dziewczęta, które zaczytywały się w romansach (w dobie romantyzmu) aż traciły kontakt z rzeczywistością.

Książki są dobre, tak samo jak branie prysznica. Ale jak dobre jest branie prysznica przez sześć godzin dziennie codziennie?

Tak, wiem, że w odsiecz przybywają już hejterzy spod znaku 52 książki w roku przeczytam, bo czytanie cnotom jest. Więc uznajcie, że nie ja to wszystko co powyżej bzdurzyłam, tylko pan Norman Vincent Peale. Ot, co zdarzyło mu się napisać AD 1948:

W jednej z firm wyznaczono cichy pokój dla kierowników, gdzie bez książek czy innych narzędzi mogli korzystać z samotności, aby praktykować sztukę twórczego myślenia.

Norman Vincent Peale, Uwierz i zwyciężaj
(Przeczytane dzięki Legimi na Kindle).

Uderzyło?

W innej książce pisał o ewidentnej potrzebie bycia w ciszy, na przykład na dwudniowych rekolekcjach, gdzie mówienie jest zakazane. Dlaczego? Bo czasy wyjątkowo nerwowe, hałas, miasto, wieści, myśli, tysiące spraw i odpowiedzialności, szum, tempo życia. W połowie ubiegłego wieku. Zanim człowiek na Księżycu. Jaką receptę ten człowiek mógłby dać na nasze czasy z ęternetem włażącym w twe życie bez pytania (powiadomienia), telefonami komórkowymi i ekranikami z reklamikami w metrze?

Nie mówię, że musisz pojechać w dzicz Alaski, wykopać sobie dołek, zamknąć oczy i położyć się w trumnie.

Mówię, że możesz być mądrzejszy, a potem tysiąc razy skuteczniejszy życiowo od reszty ludzkości, która ewidentnie wpadła w sidła ekraników.

Cal Newport, Deep Work. Pan profesor i autor twierdzi, że człowiek potrafi pracować 4-6 godzin dziennie. Jeśli ćwiczy to pracowanie. Natomiast przeciętna, niećwicząca osoba może pracować np. 17 minut dziennie, spędzając w miejscu pracy 17 godzin. Patrzcie na coraz większy procent młodych ludzi, którzy wchodzą w dorosłość jako totalne niemoty, przyklejone do ekraników, niezdolne do wielu zadań. Smutno, szkoda. Ale budujmy to, co będzie potrzebne i w czym na wstępie mamy nad nimi przewagę: potrafimy (jeszcze) pracować w skupieniu. Pan Newport zaleca totalnie wypierniczyć z życia social media, gdyż one fizycznie niszczą nam mózg.

Okej, możesz wierzyć w to, że powiedzmy pisarz powinien przeczytać trzydzieści stron, by napisać jedną. I niech to działa. Możesz wierzyć, że potrzebujesz sześciu miesięcy riserczu, żeby zrobić cokolwiek. I niech się u ciebie sprawdza.

Ale możesz być mądrzejszy i skuteczniejszy. Odłączyć się. Przestać czytać poza tym, czego ewidentnie potrzebujesz, tak dosłownie, technicznie, namacalnie i poza tym, co robi ci dobrze.

Ja byłam pożeraczem poradników. Mądrych książek. Naprawdę mądrych i niby mądrych, i takich, co pokazują skuteczne metody. Nie zorientowałam się tylko, że fizycznie niemożliwym jest zastosowanie wszystkich mądrych metod ze wszystkich mądrych książek. Fizycznie niemożliwie.

Zapomniałam, że wszystko wokół nas, i ten lot na Księżyc też, stworzyli ludzie. Z takimi mniej więcej mózgami, jak mój i twój. Owszem, współpraca się liczy, więc w momencie, gdy potrzebujesz informacji, idź po nią. Być może potrzebujesz przeczytania siedemnastu książek i sześciu miesięcy w necie, by ją znaleźć. Ale nie siedź tam dla samego siedzenia.

Jeśli nie zamierzasz zmieniać diety, nie wklikuj się w artykuły odnośnie najlepszych superfudsów, i diet, i mądrości żywieniowych, i badań. Bardzo prawdopodobne, że jeśli za trzy lata zabierzesz się w końcu za zmianę diety na serio, wszystko co przeczytałaś, będzie już nieaktualne. Amerykańscy naukowcy wskażą nam istotną rolę glutenu w naszym układzie nerwowym.

Pamiętasz jak margaryna była dobra na serce? Dzisiaj handlowcy w USA mają dwa lata bodajże na wypierniczenie tego ze swoich półek, bo margaryna powoduje… si, choroby serca. Tyle są warte informacje.

Mówili nam w pewnym momencie, że omijajcie tłuszcz, bo tuczy, bo niezdrowy, bo odkłada się w żyłach, zawały, serce, krążenie, nadciśnienie. Pamiętacie te produkty 0% tłuszczu, beztłuszczowe, light i zero że ach? Teraz nawołują, że tłuszcz ważny jest, niezbędny! Nawet ostatnio ten ze zwierząt!

Kojarzycie, że Angelina J. usunęła sobie piersi, bo miała gen, któy zwiększa ryzyko raka piersi? Już inne badania zdementowały te wieści, dowodząc, że żadnego związku ten gen z ryzykiem nie ma. Tyle warta jest informacja.

Więc idź tylko po te niezbędne teraz.

Zapomniałam, że wiem albo mogę wiedzieć, szukając w sobie, ucząc się poprzez robienie, a nie zaglądając do innych ludzi.

Inni mogą się mylić.

A jest i taka możliwość, że różne rzeczy działają. Jedni pisarze czytają te trzydzieści stron, by napisać jedną. I piszą, i są pisarzami. Inni wierzą, że musisz odciąć się od strumienia bzdur, lecących od innych ludzi. Że albo odbierasz, albo tworzysz. Więc odcinają się, nie odbierają, tylko tworzą. I piszą, i są pisarzami.

Blogerzy stawiający na ja, odnoszą sukces. I blogerzy stawiający na temat, rozwiązanie problemu lub na my, lub na wy, odnoszą sukces.

Mówienie, że ktoś nie ma szans na klientelę, sprzedając śmieciowe jedzenie, jest durne. Bo są masy ludzi, którzy tego chcą. Mówienie, że wobec tego szans na klientelę nie ma ktoś, kto zamierza sprzedawać bio organik marcheweczki, jest durne. Są masy ludzi, którzy właśnie tego szukają.

A skoro już jesteśmy przy zdrowym i niezdrowym jedzeniu. Kiedyś ludzie dzielili się na kobiety i mężczyzn. Na białych i nie-białych. Na z-naszej-słusznej-religii i heretyków-obcych. Na tych, którzy potrafią pisać i analfabetów. Na tych, którzy mają dostęp do edukacji i na bidną resztę. Dzisiaj mamy tych, którzy mają świadomość śmieciowości śmieciowego jedzenia i zasoby, by zorganizować sobie lepsze i tych, którzy wżerają śmieć, w tym nieświadomych, którzy rozumują, że czipsy to przeca warzywo = zdrowe.

I dalej, dochodząc do dzisiejszego tematu: mamy podział na tych, którzy żrą internet i ssą smartfony bez limitu, jak czekoladki, czipsy i ciasteczka i tych, którzy sobie ten syf limitują (też po pierwsze jest tu świadomość, nie wszystkim dostępna). Biedacy, żyjący na socjalu, mają smartfoniki i tv, żrą śmieci, bo na więcej ich nie stać z tego socjalu i spędzają czas przed ekranami, chłonąc wszystko jak leci. A lud bogatszy, takie tam Bille Gates-y i Stevy Jobs-y wysyłają swoje dzieci do szkół bez ekranów, bez technologii. Waldorfskie i jakie tam te ą-ę placówki mają nazwy. Bo kto jak kto, ale szczególnie twórcy świata smartfonowego wiedzą, co i jak on nam robi. Skoro oni się odcinają, to może cholerka wiedzą, co robią? Wiecie, producenci papierosów zatrudniają palaczy i w ten sposób nie są hipokrytami. Czy kupowalibyście świadomie pomidorki od pana, który za nic nie weźmie pomidorka ze swojej skrzynki do ust? A to robimy wszyscy ze smartfonikami!

Wiedzieliście o istnieniu stanowiska etyka dizajnu czy tam projektu (Design Ethicist) w Google? Co nam mówi istnienie takiego stanowiska? Czy w przedszkolu mamy etyka zabawy w chowanego, który kontroluje, czy aby dzisiejsza wersja zabawy w chowanego nie przekracza granic etycznych? Gugiel to ma, czyli działa na granicy. Czyli był za-granicą, skoro uznał, że takiego kontrolera potrzebuje.

Do konkretów, kobieto:

– Zainstaluj sobie RescueTime na komputerze (wersja darmowa wystarcza). Wróć tam po tygodniu, zobaczysz na jakich stronach i w jakich programach siedziałeś. Ustaw sobie, które strony uważasz za rozproszenie, a które strony/programy to produktywna praca. I po kolejnym tygodniu zobacz, jak ten czas wykorzystujesz. Ile czasu szukałeś lotów w miejsce, dokąd i tak na serio nie planujesz na razie lecieć.

– Jeśli twoje palce same wchodzą na onet, a ty tego nie chcesz, w windowsie masz opcję zablokowania pewnych stron. Zrób to z tymi stronami, które ci nie służą, a jedynie okradają z czasu, uwagi, możliwości snu czy przygotowania sobie posiłku.

– Wypierdziel jak najwięcej aplikacji z telefonu. Do czego właściwie służy ci telefon? Mi do wiadomości, evernote’a, rzadziej do dzwonienia lub dzwonienia z widzeniem, jeszcze rzadziej do zadowalania rodziny zdjęciami. Jeśli czasem potrzebuję dysku google czy maila, czy instagrama – instaluję! I kasuję. Tak, to kosztuje trochę czasu. Ale z własnego doświadczenia wiem, że mniej czasu tracę na zainstalowanie i usunięcie, gdy raz w tygodniu czy w miesiącu potrzebuję maila na telefonie niż gdyby ten mail tan wisiał non stop i wklikiwałabym się tam bo… bo mogę.

Naprawdę potrzebujesz mieć aplikację pogoda i wiedzieć, ile jest stopni, kiedy wychodzisz z domu? Serio?

– Wypierdziel powiadomienia, wszystkie poza telefonem, ewentualnie smsami.

– Wyszarz smartfona! To jest rada właśnie od pana etyka dizajnu gugiela. W ustawieniach znajdź jakieś ułatwienia dostępu i tam skalę szarości. W iPhone gdzieś obok możesz ustawić też skrót przyciskowy i przyciśnięcie 3x home przełącza cię między kolorem a bez-kolorem. Kurczę, jak to działa! Telefon po prostu przestaje być atrakcyjny. Nawet mając te trzy aplikacje na krzyż, włączałam go częściej, gdy był kolorowy. To ma na pewno związek z naszą psychiką/mózgiem/hormonami/zwierzęcością.

– Ustal w tygodniu jeden dzień bez ekranów. To jest dopiero moc! W moją pierwszą niedzielę bez ekranów podświadomość podała mi na tacy rozwiązanie pewnej sprawy, którą od lat (!) uznawałam za nierozwiązywalną. W dni bez ekranu zawsze wymyślam coś genialnego, i robię to, i po prostu mam energię. I czy wiecie, jak bosko jest położyć się o 22.00, nie używając wcześniej komputerka, telefonu, nie pracując? To jest błogość. To jest moc.

Niech MOC będzie z wami.

Więcej na ten temat:

Artykuł: Dieta informacyjna – eksperyment – tak jak niedługo po publikacji uważałam go za jednak dość radykalny, dziś, po niemal półtora roku, uważam za zupełnie normalny i potrzebny dokładnie w takiej wersji.
Blog: Tristan Harris – pan etyk Gugla w artykułach wyjaśnia, które elementy smartfonów i aplikacji i jak na nas wpływają. I jak się bronić.
Blog: Screen Free Parenting – dlaczego i jak wychowywać dzieci bez ekranów. Tutaj znajdziecie artykuł o Jobsie, Gates’ie i nowym podziale na gupich w ekranikach i tych poza ekranami.
Książka: 4-godzinny tydzień pracy, Tim Ferriss – techniki, by pracować mądrze, a nie ciężko; by pracować, żeby żyć, a nie żyć, żeby pracować (pozostałe jego książki również godne polecenia).
Książka: Uwierz i zwyciężaj, Norman Vincent Peale (czytając tego autora proponuję zacząć od Mocy pozytywnego myślenia lub Entuzjazm mienia wszystko – Uwierz… może na początku wydawać się zbyt magiczne dla ateistów i zbyt heretyckie dla katolików).
Książka: Deepwork, Cal Newport
Abonament na czytanie ebooków: Legimi, próbne 7 dni za darmo. Umożliwia czytanie na czytniku, telefonie, komputerze, tablecie, Kindlu.