Dziecko w budżecie domowym

Zastanówcie się przez chwilę, na ile koszty wychowania dziecka wynikają z potrzeb dziecka, na ile z potrzeb rodziców.

Dla niemowlaka grzechotka, kabel, zabawka edukacyjna, garnek, opakowanie lekarstw, odkurzacz, szpatułka do mieszania na patelni i dzieciaczkowy laptop są tak samo fascynujące w pierwszym kontakcie i podobnie po około trzech dniach się nudzą. Możesz nie kupować kolorowego plastiku. Naprawdę.

Co jeszcze wiem po blisko roku razem o kwestii finansów dla dziecka?

Ciąża.

Możesz łykać kwas foliowy i witaminy ciążowe. Ja w drugiej ciąży z tego zrezygnowałam. Odkąd skończyły się nudności, jadłam zdrowo, owocowo, witaminowo. W pierwszej ciąży lekarz przepisywał mi trochę aptecznych bzdetów w stylu na przytrzymanie ciąży. Żałowałam, że kupiłam. (Kurczę, i ja to wtedy kupowałam! Grzeczna, uległa, ufna owieczka. Chwała, chwała, że dzisiaj jestem bardzo świadoma, bardziej pewna siebie i coraz częściej pytam Intuicję o zdanie.)

W pierwszej ciąży płaciłam dodatkowo za lekarza. Ze wszystkim co robił, poradziłaby sobie recepcjonistka. Z odczytaniem, że mam zero żelaza i przepisaniem z tej okazji żelaza także. W drugiej ciąży, wiedząc już, że dla zdrowego człowieka lekarz prowadzący ciążę to tylko urzędnik, wypełniający tabelki, poszłam do pierwszego, najbliżej przyjmującego lekarza państwowego.

Szkoła rodzenia – warto. Można znaleźć świetne bezpłatne.

Kilka (w sensie na pewno mniej niż dziesięć!) ciążowych ciuchów i kilka nowych staników. W drugiej ciąży niczego dodatkowego nie kupowałam. Chyba.

Łóżeczko,

pościel, poszewki. Przy pierwszym Synu prawie nieużywane, obylibyśmy się bez. Pierwsze dziecko, więc kupowałam domyślnie to, co wszyscy ludzie normalni kupują.

Drugie dziecko więcej czasu spędza w łóżeczku (tam go starszy nie dorwie, nie zgniecie, nie nadepnie i nie zrzuci!). Ale też do czasu. Chłopak ma sześć miesięcy i ja już bym sprzedała łóżeczko.

Wózek.

Pierwszy Syn: Mieszkam na drugim piętrze bez windy. Syn niespokojny, wozić go zbudzonego – płacz, usiłować uśpić – niski poziom prawdopodobieństwa. Ja już w ciąży wiedziałam, że będę miała niewózkowe dziecko. Zawalidrogę nabyłam miesiąc czy dwa po porodzie, namówiona. Po pierwszych próbach na siłę, później wózka używał tylko mój Tata w weekendy. Z czego korzysta(ła)m? Chusta – nowa lekko ponad sto złotych. Podobnie spacerówka. Z czasem doszło nosidło – fajny wynalazek, tylko nie popełnijcie mojego błędu i szukajcie takiego z pasem biodrowym.

Drugi Syn: Wózek wrócił z piwnicy do domu i początkowo używany był w domu do… usypiania Starszego. Jak już wszystkim się to znudziło, wywiozłam wózek do Dziadków – oni wierzą w spacery i wózki. Wózek przez pół roku użyty był kilka razy. Przez Dziadka. Ja pozostaję matką niewózkową.

Za to chusta – tak, tak, tak! Drugi Syn ją uwielbia, usypia w niej. Plecy bolą, ale jest cisza.

Fotelik samochodowy.

Niestety. Trzeba.

Leżaczek.

Nowy około sto pięćdziesiąt złotych.

Drobiazgi.

Pieluchy tetrowe. Do wszystkiego.

Kocyki.

Ręczniki.

Ubrania, śliniaki. Koszulki i body od kilku złotych. Możecie zaglądać do zestawień moich zakupów minimalistki i obserwować, ile (nie) kupuje się dzieciom.

Pampersy/tetra+otulacze.

Nożyczki do paznokci.

Szczepienia. Zero złotych.

Witamina K, D. Grosze. (Witamina K? Przy drugim Synu o czymś zapomniałam…)

Syn Pierwszy: Badania u ortopedy, kiedy wszyscy NFZtowi w mieście wojewódzkim wakacjują oraz pediatra, kiedy państwowy zaczyna wypisywać receptę przed wysłuchaniem, z jakim problemem przychodzicie. Może lekarstwa. Chociaż po trzech tygodniach nieskutecznego traktowania pleśniawek aftinem, rumianek i szałwia wyleczyły Bobasa w trzy dni. Ale już nie chorujemy :)

Syn Drugi: Nie chorujemy!

Książeczki.

Butelka.

Krzesełko do jedzenia.

Drugie dziecko dziedziczy praktycznie wszystko poza pampersami, trzeba pewnie dokupić kilka ubrań albo trochę więcej, jeśli jest innej płci niż pierworodne.

O czymś zapomniałam?

Wino dla Mamy? :)

A w późniejszym wieku co dochodzi? Dalej jedzenie i ubrania. Przy czym ubrań tyle ile trzeba i mogą być bez metek. Kartki, kredki, piłka, hulajnoga, rower, stolik i krzesełko. Zużyje wam się w domu więcej mydła, papieru toaletowego i wody.

Jestem w pełni szczęśliwa bez wielu produktów. Dla mnie opieka nad dzieckiem bez używania nawilżanych chemią plastikowych chusteczek jest naturalna. Rodzice domyślni pytają Jak to-o?

Lubię pytać siebie, czy JA danej rzeczy potrzebuję, czy tylko wypada ją mieć lub używać. Często opatrzenie, przyzwyczajenie utrudnia nam nawet dostrzeżenie zbędnych rzeczy i działań.

Ku pamięci:

20 Dziecko w budżecie domowym, potrzeby dziecka minimalistki - Pani Strzelec, oszczędzanie, racjonalizm, sens, świadome życie

Artykuł zaktualizowany. Po raz pierwszy opublikowany w czerwcu 2015.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email:


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.


4 thoughts on “Dziecko w budżecie domowym”

  1. Zgadzam się calkowicie z Twoim wyliczeniem. Równiez mam podobne przemyślenia po roku i 7 miesiącach życia z dzieckiem. To, co najbardziej gryzie budżet, to nie są rzeczy dla dziecka, ale opieka nad dzieckiem. Ja wróciłam do pracy (niepełny wymiar godzin), gdy młody nie miał roku. Opiekunka kosztuje 12 zł/h. Żłobka państwowego nie ma szans. Od września idzie do prywatnego za ponad 1300 zł/miesiąc, ponieważ to i tak będzie taniej niż opiekunka. No i to jest podstawowy ból i materialna dolegliwośc. Jeśli się umie ograniczyć zakupy, i zadowolić się tym, o czym piszesz powyżej, to jakoś wystarcza, ale trudno by było, gdybym miała płacić i za opiekę i za tony ubranek/zabawek/gadżetów.

  2. A wanienka :P Ja chciałam miskę, ale stwierdziłam, że nie ogarnę. Nie mamy wanny więc się przyda do chlapania. Z ubranek kupiłam kilka sztuk (lumpek), 0-3 miałam pożyczone. Jeszcze z 2 miesiące pociągniemy na prezentach (aktualnie 5,5 msc)

    1. A potem grudzień i znowu prezenty. Ja niby nie mam wielkiego kręgu rodziny/znajomych, a jednak bardzo długo „ciągnęłam” w sporej części na prezentach – ubranka, pampersy. Zabawek do tej pory prawie nie kupuję.
      Co do wanienki: teraz przy drugim Synu użyliśmy jej DWA RAZY. Syn nie skończył 2 mcy a wanienka już jest w piwnicy. Mąż pracuje tyle, że jestem sama, poza noworodkiem jeszcze wymagający uwagi dwulatek, także szkoda mi sił, czasu i całego zawracania głowy z wanienką. Mam „fotelik” do kąpieli dla maluchów, kładę w nim malucha (w dużej wannie) i robię mu prysznic.
      Starszy krótko korzystał z wanienki. Potem przez jakiś czas kąpałam się razem z nim w dużej wannie, a odkąd nauczył się stać – prysznic.

Comments are closed.