co to jest dobra matka - blog Pani Strzelec

Co to jest dobra matka

Wiem. Od dwóch tygodni czytacie wszędzie o macierzyństwie, wzruszające albo buntem nastawiające rzeczy, zamykacie reklamy wisiorków. I w końcu możecie zerknąć, co ja o tym wszystkim – na ten moment – sądzę.

Moim ciałem, związanym z psychiką przeciez, rzadzi teraz zdecydowanie progesteron. Jest to czas, w którym, jeśli go tylko wyłapię, staram się zwolnić, odpuścić sobie nie-niezbędne obowiązki czy pseudo-obowiązki, a nawet zreksować. (Dla niekumatych: ostatni tydzien cyklu kobiecego, czyli ostatni tydzien przed miesiaczka. Jesli chcesz sie podszkolic w temacie kobiecego cyklu, wskakuj tu i tu i tu).

(Dobra, uczę się na błędach. Widzę, żeby nie pisać tekstów w programie Notatnik, bo on pokazuje polskie ogonki, ale kopiuje do innych programów bez ogonków. Wybaczcie, ale mam progesteron, i dzisiaj tego nie poprawię).

Z drugiej strony ostatnio dokonalam w swoim zyciu pewnego odkrycia w temacie macierzynstwa, którym chce sie podzielic. Czyli zamierzam to przekazac, ale nie wysilam sie na wspaniala forme i spójnosc, i ciaglosc mysli.

Mysle jednak, ze ktoś znajdzie tu wartosciowe mysli dla siebie.

Co to jest dobra matka

Jakby co, lecimy z tematem, co to jest dobra matka, z definicją dobrej matki. Nie miejsce tu na opowieści o tym, że „powinnaś mieć czas dla siebie”. Dzisiaj nie o tym. Tak samo jak „dobrej krawcowej” nie definiujemy tym, że „znajduje czas na kawę z koleżanką”, ani w „dobrej siostrze” nie chodzi o to, że „pozwala sobie na dalekie podróże”. W krawcowej szukamy umiejętności szycia, w siostrze relacji, a czy w godzinach, kiedy się z nami nie spotyka, maluje sobie paznokcie, czy siedzi w spa, czy przed tiwi, to jakby jest na dalekim planie.

Ostatnio tak mi sie nazbieralo i mysli, i planów, i pragnien, i zobowiazan, i zmeczenia, i checi, i niecheci, i emocji, i znuzenia, i rozdraznienia, i setek podobnych bagazy, które zbieraja mi sie conajmniej od pieciu lat. Tak sie zbieraly bez zadnych okresów upuszczania ich, bez wiedzy o sposobach upuszczania ich, odkladania, wyrzucania, spalania, utleniania, ze… nie wiedzialam, co mam ze soba zrobic… Wiedzialam, ze cos jest nie tak, ze albo cos jedno jest mocno nie tak, albo wiele cosiów jest nie tak… Pewnego dnia puscilam kontrole i pozwolilam, zeby sie przelewalo. Zeby choc troche z tego wszystkiego sie wylalo.

W kolejnych dniach olewalam wszystko, a nawet pewnych rzeczy sobie specjalnie musialam zabraniac (bo przeciez dotychczasowe poczucie obowiazku w pewnych kwestiach zaprowadzilo mnie do tych ciezarów, a nie lekkosci).

Odpuscilam wszystko oprócz tego, co jest dla mnie… bazą? podstawą? oczywistą sferą która nie moze byc zaniedbana? Czyli zostawilam bycie matka.

Przez kilka dni bylam tylko matką. Nie pisalam, nie kombinowalam, nie staralam sie, nie próbowalam, nie realizowalam swoich widzi-mi-siów, nie wsiąkalam w czytanie/sluchanie/ogladanie.

Bylam cala tylko dla dzieci. Tak zwyczajnie, po prostu. Nie ze nagle zaczelam robic slodkie DIY, udawac, ze interesuja mnie ciezarówki czy piec torty w ksztalcie Zygzaka.

Nie. Po prostu bylam obecna, zwracalam uwage na potrzeby Chlopców na biezaco, ukladalismy sobie fajne dni.

I dzieci zrobiły się inne. Spokojniejsze. Grzeczniejsze. Trochę. Nie będę Was czarować, że znam jakiś lek na całe zło i metodę która zmieni Twoje życie o 180 stopni z dnia na dzień.

Dom zaczął być bardziej zadbany. Zawsze był zadbany przyzwoicie, a teraz jest przywoicie plus. To ważne. Możemy sobie wmawiać „dom dla mnie, nie ja dla domu” i jest w tym dużo racji. Ale prawdą jest też to, że jesli weźmiesz kąpiel w dopiero co umytej wannie, w posprzątanej tego dnia w łazience, patrząc w umyte lustra, to czujesz się bardziej królową niż gdybyś brała prysznic w wannie, w której dopiero umyłaś cztery pary zabłoconych butów, przy której na półkach leżą losowe przedmioty i zabawki, patrząc na zasikane majty i spodnie leżące obok kosza.

Zadbanie o dom tak na luks, daje nam poczucie luksu i tyle. Nie po blogierki każo Wam do spa jeździć, że poczuj się cośtamcośtam? Po „to” właśnie każo jeździć. Po ten luks.

Dzieci zaczęły być bardziej wysłuchane, rzadziej odganiane. Rezygnując z wielu swoich widzi-mi-siów nieświadomie doładowałam sobie pojemniczek z cierpliwością.

Skoro bardziej z nimi jestem, to więcej zauważam. Jak przebiegają teraz ich konflikty. Albo że moje dzieci nie były wystarczająco nadotykane.

No to się częściej przytulamy, miziamy i głaszczemy. I znowu mały kroczek, mały efekt, ale efekt! Na plus. Do przodu. Do lepszego.

Zresztą, kobieto, spróbuj spojrzeć oczami nie swoich dzieci, tylko małej siebie. Jak wtedy patrzyłaś na różne sytuacje. Myślałaś „o, fajnie, mama wyszła, może się rozwijać w swoich zainteresowaniach„? Myślałaś „o, jak super, że będę teraz w przedszkolu, z tym narzuconym planem zabaw i brakiem wyboru co do tego, co jem i gdzie mama nie może pocałować stłuczonego kolana”?

Mama to mama. Doceniłabym pomoc jakiegoś kręgu kobiet, najlepiej z rodziny, wokół mnie. Ale powiem Wam też, że żadna babcia nie zastąpi dziecku mamy. Chodzę po placach zabaw, gdzie pełno jest dzieci z niańkami bądź babciami/dziadkami. I widziałam sytuacje, gdy dziecko przewracało się, było wytrącone z równowagi, zrozpaczone, chciało wyć, może i wyło, szklane oczy… Ale ono nie podejdzie i nie przytuli się do dziadka czy babci tak, jak przytuliłoby się do rodzica. Widziałam to.

Znacie teorię języków miłości? Moimi są czas i dotyk. Tak, zorientowałam się, że nie daję ich tyle, ile bym mogła, ile może potrzebują.

A najfajniej by było, gdyby jeszcze mama miała radość z tej swojej roli, czyli by w tej zwykłej codzienności cieszyła się i szczerze chichrała, radowała z dziećmi. Ale to już najwyższy level.

Mama w domu to jest Skarb, to jest Życie, to jest Radość, to jest to, co niuejdżowcy nazywają byciem blisko źródła, a wierzący pewnie rajem, czy poczuciem bliskości Boga, któremu sie ufa. To jest Bezpieczeństwo, Ciepło i Dom.

Ale uwaga. Nawet jesli zorgaznizujesz sobie zycie tak, zeby byc te 12-24h na dobe w stu procentach mamą, gospodynia, pania domu czy tez osoba zarzadzajaca majatkiem, moze nawet po biblijnemu bedziesz posluszna mezowi (o zesz, feministki zwymiotowaly na klawiatury, kosztów nie zwracam), to tu nie zaczyna sie zadna slodka, rózowa bajka.

To jest jakis zbiór okolicznosci, który w siebie wrzucamy. Jakos wyglada ksztalt naszego zycia. Znacznie inaczej niz ksztalt zycia „wiekszosci”. I tak jak kazde zycie, czy to mezczyzny, czy kobiety, czy zebraka, czy milionera, bedzie mialo swoje plusy i minusy, swoje radosci i swoje „ja sie wyprowadzam”.

Moze to nie bedzie nawet na poczatku pasowalo do Ciebie, matki. Moze matkowanie nie bedzie pasowalo do matki. Tak moze byc! Mozesz tego „nie czuc”. Ja raczej nie czuje.

Zresztą, co człowiek „czuje”, gdy to zaczyna? Czy bardziej „czujesz” uzupełnianie idiotycznych tabelek w korpo, siedzenie tam sztywno na jednym krześle przez X godzin, słuchając koleżanki która przez pół dnia mówi wyraz na „k” do drukarki, a przez drugie pół mizdrzy się przez telefon do klientów? To „czujesz”?

Moze rola matki i kobiety dogladajacej domu jest dla nas bardziej naturalna niz rola asystentki zarzadu z tamponem wetknietym i w bialych, obcislych spodniach,…

jednak chcialabym, zeby zadna z Was nie czula sie wadliwa, jesli macierzynstwo nie wyglada jak lukrowy cukierek z ksiazki Jacka Pulikowskiego, który sam siebie nazywa katolickim oszolomem. Pan pisze tak:

„Kobieta odnajduje sie w macierzynstwie, czuje to cala swoja natura. Z latwoscia rozpoznaje potrzeby dziecka […], ona wie, co ma robic.” – fałsz. totalny, 100% fałsz, który może kobiety wpędzać w kompleksy i myśli, że są jakieś wybrakowane.

(Swoja droga siedze na swoim sprzatanym regularnie balkonie na pedantycznym osiedlu, w okolicy zasmogowanej i zasiedlonej, a robactwa po balkonie tyle chodzi i tyle nad nim lata, robactwa tak róznorodnego, ze drodzy ekolodzy, wezcie se zmiencie robote, bo przyroda jest silna i ma Wasze alarmy co do smierci planety w odbycie. Wiecej w tym temacie w moim tekscie o polnych kwiatach).

Ja ostatnio mam jakis kryzys, od pieciu lat rosnacy. Kryzys tozsamosci nawet.

Zlapalam sie na tym, ze w pewnym sensie nic mnie nie cieszy. Ze ja juz niczego nie chce (choc z drugiej strony chce tak wiele – chce duzych rzeczy, malych nie). Ze jesli ktos zajmie sie Chlopakami przez pare godzin, to ani nie mam ochoty nigdzie wyjsc, ani nie ma niczego, co chcialabym sama robic w domu. Zadnej ksiazki, która chcialabym zaczac, zadnego filmu, którego ogladaniem chcialabym sie meczyc (męczyć, serio tak myślę), zadnego innego hobby, potrzeby, pasji… Jedzenie slodkiego – owszem, zawsze. Kawka na balkonie? Chetnie, ale zimno i wieje.

Macierzynstwo ma swoje czarne dziury, ma swoje sciany, ma trudne okresy.

I to nie znaczy, ze cos jest nie tak z byciem „tylko” mamą.

Czlowiek w kazdej roli miewa kryzysy. Grunt to poszukac przyczyny i powolusku zmienic w sobie chory schemat, który doprowadza nas do trudnego stanu.

Bycie „tylko” mama jest tez o tyle trudne, ze nikt nas tego nie uczy. Czy bedac nastolatka wychowywalas sie w otoczeniu malych dzieci i mlodych mam, by móc je obserwowac, czasem pomagac, byc moze uczestniczyc w ich dniu z malcem? Czy mama mówila Ci cokolwiek o macierzynstwie, czy to na poziomie Twojej roli w wychowaniu, emocji, czy na poziomie materialnym, ze trzeba bedzie te cialka jakos obsluzyc? Czy interesowaly ja tylko oceny ze szkolnych przedmiotów i ze magistra masz, i posade, na której mozna Cie z dnia na dzien zastapic?

Im mniej kobiet zajmuje sie matkowaniem swoich dzieci, tym mniej kobiet bedzie chcialo i wiedzialo jak matkowac w kolejnym pokoleniu.

A ja postaram sie gadac tu do Was o tej waznej roli kobiety w rodzinie, w Domu. Dla mnie rodzina to priorytet.

Moze uda mi sie pare z Czytelniczek „zamknac w kuchni”, a Waszych menów przekonac, ze skoro chca miec potomstwo, to jest pewien etap mania malych dzieci, kiedy to oni w stu procentach musza zapewnic rodzinie srodki do zycia, bo to nie oni maja cyca i inne wlasciwosci, których dziecko potrzebuje przy sobie 24h/dobe. #naturynieoszukasz

Mimo wszystko feministycznie blablanie o tym, ze kobieta ma nie prac skarpet swojego meza (tfu, partnera!), tylko przez osiem godzin z nadgodzinami wykonywac polecenia obcego mena i robic na obcych menów majatek – jest dla mnie glupie.

A żeby tak i coś pozakryzysowego powiedzieć :D , to powiem Wam, kiedy czuję się dumna.

Odkryłam to w tym listopadzie dopiero. (Czyli gdzieś pomiędzy październikiem a kwietniem).

Idę chodnikiem, jeden za jedną rekę, drugi za drugą. Rzadko się to zdarza, bo są wolni i samodzielni, nie jestem nadopiekuńcza (mamy na osiedlu ojca, który z klatki wychodzi za rękę z synem lat może 7-8-letnim, podczas gdy syn na rowerze na przykład, i oni dalej tak chodnikiem za rękę), ale bywa że przy ulicy ich obydwu złapię.

No i wtedy czuję się jak superwoman. Taka duma. Sama wyhodowałam. I ciała, i zachowania. Dwa. Piękne, żwawe, wesołe, mądre. Moje. Ja. Duma. Ego rośnie. Pierś do przodu, mostek do góry.

  • Tak może się czuć ta nasza łatwo zastępowalna asystentka zarządu, kiedy w nowych szpilkach i w swoich białych spodniach, z tamponem wetkniętym tupta tupie dostojnie korytarzem, po bokach mając ściśnięte przy biurkach inne łatwo zastępowalne, według niej gorzej wyglądające kobiety.
  • Tak mógł się czuć mój sąsiad, wjeżdżając na osiedle po raz pierwszy nowym niemieckim autem w wytwornym kolorze, z takimi-wiecie srebrnymi-listewkami.
  • Tak mogłabym sie czuć ja idąc przez Lublin z Enrikiem pod pachą (chociaż pewnie to ja pod jego pachą – wysoki jest, a jeszcze na tyle cwany, by dobierać sobie przyjaciół Latino metr trzydzieści, wiecie-o-co-chodzi).

To jest coś powiązanego z poczuciem swojej pozycji społecznej. I moja wynika z czegoś trwalszego niż stan nowości samochodu.

O czym był ten bełkot – nie pytajcie. Czy wychodzi w sumie na plus czy na plus ujemny i co ja o tym sądzę? Sądzę jak zawsze, że życie to i kupa, i kwiatki, i że wszystko ma swoje plusy i minusy, i że są dni bardziej estrogenowe i te bardziej progesteronowe.

Jeśli chce Wam się jeszcze mądrej, szczerej lektury w nieco przemilczanych, matkowych tematach, i jeśli chcecie myśli ułożone bardzo polecam ten tekst Magdy.


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.


Przez ten link możesz dostać 50 zł zwrotu za zrealizowany pobyt z Booking.