Że warto oszczędzać, że fajnie jest mieć nie za dużo rzeczy, bo wtedy o mniej rzeczy musisz dbać, że ekologia i tak dalej – te powody niekupowania już znacie z wielu moich tekstów. W ostatnim czasie niestety odkrywam kolejne.

1. Brak obsługi klienta

Zakładając, że już mam pieniądze i chcę je wydać, chciałabym, żeby to wydawanie było miłe. Żeby otoczka była miła. Bo i oddać kasę, i stracić przy tym humor, to mocno kiepska sprawa. Nie, nie każę ci tańczyć wokół klienta. Ale zrób tak, żebym jeszcze chciała do ciebie wrócić i kolejny raz tobie zapłacić. Oto jakie sytuacje mnie bolą:

– Idę do zakładu fotograficznego z małym synem, który nie jest chętny do robienia sobie zdjęcia. W poprzednim zakładzie facet nie próbował w żaden sposób zachęcić, oswoić dziecka, widać na zarobku mu nie zależy. Więc szukam dalej. Wchodzę do zakładu, mówię co i jak, kobieta widzi mojego chłopca, który jest niechętny, mówi mi: „no jak pani dziecko wystraszyła…”, po czym… wychodzi na zaplecze. Taki jej sposób na powiedzenie do-nie-widzenia. Trzeci fotograf był boski, bo nawet w momencie gdy my, rodzice, myśleliśmy, że już nic z tego, próbował nadal, miał misiowych asystentów i tak dalej. I udało się. I tego pana uwielbiam, i do niego z radością będę wracać. I płacić za coś, czego ja potrzebuję, a co on robi dobrze.

– Pralka nam się zepsuła. Trudno w naszej okolicy znaleźć kogokolwiek, kto zajmuje się naprawą, ale w końcu znalazłam, umówiłam się. Dostaję smsa, że samochód mu się zepsuł i czy może być w innym terminie. Panie, ledwo pana znalazłam, jesień, dwa małe dzieciaczki, tak, przyjdź kiedykolwiek, ale przyjdź, potrzebuję bardzo! Odpisałam mu stosownie. Nie przyszedł nigdy. Z drugim się umówiłam, podałam adres, nazwisko. Nie przyszedł. Trzeci – to samo. Może to są jakieś wtyki wielkich korporacji, zbierających dane osobowe? Mogli zarobić.

2. Oszukiwanie

– Źle podpisane produkty na półkach. To podchodzi pod kary od US i tak dalej ale kogo to obchodzi. Jak mam dwójkę dzieci, to robię zakupy szybko i chcę UFAĆ właścicielowi i obsłudze sklepu, że wszystko jest ok, a nie sprawdzać wszystko z siedmiu stron, czy na pewno się zgadza. Wzięłam z półki produkt nad karteczką z nazwą produktu, z ceną normalną tego produktu. A tu potem w domu zdziwko, że tak dużo, i że to co innego.

– W innym sklepie kupiłam pudełka plastikowe. Zadowolona zawożę do domu. Po jakimś czasie odkrywam, że jedno jest pęknięte. Na pewno nie stało się to w samochodzie ani przez te ileś minut w domu. Dobra, powinnam była sprawdzić w sklepie z siedmiu stron, czy są niepęknięte i nieułamane. Nie. Bo ja chcę UFAĆ właścicielowi i obsłudze sklepu, że dbają, o co mają dbać, i sprzedają, co mają sprzedawać. Trudno, jadę wymienić. Oczywiście babeczki nie chciały wymienić, że to mogło mi się stać, blablabla, problemy próbują robić, chociaż mnie to nie rusza… (Gdybym była tą niepewną siebie i grzeczną pimpą, jaką wyszłam ze szkoły, po pierszym ich mruknięciu, że nie mogą przyjąć, wyszłabym ze sklepu, uprzednio powtarzając siedem razy dziękuję, przepraszam, tak, do widzenia, nie ma problemu). A no jest problem. Przez kilka ładnych lat prowadziłam sklep, i zapamiętajcie sobie: przez pierwszy rok od zakupu to sklep ma wam udowodnić, że sprzedał wam pełnowartościowy towar. To teraz te panie szukałyby czy coś widać na kamerach. Kasjerka, która mi pikała towar stwierdziła, że nie sprawdziła, więc nie wie, czy to pudełko było pęknięte. A też mogłaby sprawdzać i być pewna, prawda? Ja wiem, że pracownicy nie są szkoleni z prawa. Szef wkłada im w głowy sprawy i procedury często nielegalne. Bo szefa też nikt prawa nie uczył, a prawo u nas jest hrfnhuwaciufynueyrujcnrgtysfk8ur783758vn9twyeru. Tak czytelne. Także chciały mi wmówić, że nie mam prawa, które mam.

Ale czy wy sprawdzacie wszystko z siedmiu stron, zanim kupicie? Majtki czy niepoprute przy szwie i tak dalej?

– Muszę (bo nie chcę wcale) ubezpieczyć samochód na kolejny rok. Muszę OC. Chcę najtaniej i dowidzenia. W tamtym roku okazało się (a może też mnie babeczka oszukała), że samo OC wychodziło drożej niż OC w pakiecie z czymśtam. Kupiłam tańsze. W tym roku mówię facetowi co i jak. On mówi że ten pakiet 1137zł. Pytam czy to taniej niż samo OC. Tak, tak, taniej, bo przy pakiecie zniżki, i taniej. Spoko gościu, jednakże nauczona oszustwami innych ludzi w ostatnim czasie, pytam, a ILE to by było samo OC? Zaraz, zaraz, zaraz, zaraz… 650zł! 650 to drożej niż 1137, gratulejszyn PZU, gratulejszyn Damian Danilewicz! W bambuko ludzi robicie i tyle.

– Idem do auta z tego PZU. Wtykam karteczkę do dowodu samochodu. Zaraz, zaraz, na karteczce do dowodu jest 625zł. Płaciłam 650zł. WTF?? Na czym jeszcze mnie oszukali? W ilu miejscach ja mam się pilnować, żeby mnie drugi człowiek, brat mój w chu nie zrobił?! Telefon na infolinię. A bo to jakąś ochronę zniżek mi jeszcze wcisnął poza ubezpieczeniem. A powtarzałm mu milion razy, że chcę najtańszą opcję i że chcę samo OC! Ponoć mogę złożyć oświadczenie w dowolnym oddziale i mi to cofną ale huk ich wie. Zobaczymy.

Nie, ja nie jestem za tanizną. Ale akurat ubezpieczeń nie używam. Biorę ryzyko na siebie. Kupując, wybierałam samochód, na którego utrzymanie, naprawę lub utratę mnie stać. Bluzki też kupuję bez ubezpieczenia. Jak mi się znosi, zniszczy, zgubi lub ktoś ukradnie – kupię nową. Życie. Bez gwarancji. Ale z odpowiedzialnością. I może z czasem też z wolnością.

PS. Macie jakieś sprawdzone nieoszukujące ubezpieczalnie, bo na PZU się wypinam za ich boską matematykę.


Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: