Czy technologie oparte na ynternecie troszku Cię już nie przytłaczają?

Pogadajmy o martwonach, instagramach, zakupach online i w ogóle ynternetach. Temat jest bardzo rozległy, nie do uchwycenia w całości nawet i w grubaśnej książce. Ale pozahaczam go w paru miejscach.

Po pierwsze, mnie samą od miesięcy fizycznie odrzuca od komputera i telefonu. Ciągnie – wiadomo, bo na tym to polega, by ciągnęło. Ale zaczęło odpychać. Oczy, głowa, uszy zasłuchawkowane – buntują się. Mózg więdnie. Ciało chce się ruszać.

Po drugie, straszne jest, gdy człowiek uświadomi sobie, ile czasu przesiedział przed ekranami na przestrzeni lat. Ja z Internetu brałam wiedzę, sposoby, podglądałam spojrzenie na świat i rozwiązania innych ludzi. I dużo mi to dało. Może bez tego okienka na świat, żyjąc tylko w środowisku rodziny i swojej miejscowości nie zdecydowałabym się na poród domowy, a może nawet nie dowiedziałabym się o takiej możliwości. I oprócz porodu dotyczy to pewnie co najmniej dziesiątek innych spraw.

Do tego przypasowało mi blogowanie. Zaczęłam się dowiadywać, jak robić to „lepiej”. Włożyłam swój czas w to uczenie i stosowanie nauk w praktyce. Znów setki godzin…

Aż ocknęłam się, że dobrze by było, żeby to, co i ile wkładam w siedzenie przed ekranami, odpowiadało temu, co z nich wyciągam. Satysfakcja z pisania – dobrze. Znalezienie informacji, którą potrzebuję i mogę zastosować tu i teraz – dobrze. Chodzenie między mądrymi i ciekawymi linkami, z których jednak nic dla mnie na dziś nie wynika – niedobrze.

A telefon, który zawsze czeka, by dać nam daweczkę pocieszających, podniecających hormonów, gdy tylko się nudzimy lub jesteśmy niezadowoleni? To mocno chore.

Ilu ludzi ogląda tak zupełnie bez sensu, bezwiednie te instagramy i fejsbogi godzinami, zamiast zrobić coś konkretnego, dobrego w swoim życiu, coś ulepszyć, upiec albo nawet zwyczajnie się wyspać – a wyłączając wcześniej światła, zmniejszyć biedę, którą ponoć robimy planecie, spalając paliwa na prąd do żarówek?

Jestem bardzo za powrotem do materii. Za usiąściem na dobrym, drewnianym stołku, obraniem marchewki sprytną obieraczką, popatrzeniem na swoich bliskich, sprzątnięciem swojej szafy, zjedzeniem czegoś ciepłego i dobrego, pójściem gdziekolwiek bez pośpiechu – na piechotę. A ekrany więżą nas poza tą realna sferą, porywają nas gdzieś indziej.

A to „gdzieś indziej” nie jest takie korzystne, jeśli używa się ynternetów nieświadomie, co już mówi wiele badań i statystyk samobójstw czy depresji wśród najmłodszych. Internet straszy, dołuje, stawia przed nami niemożliwe cele, podsuwa niemożliwe aspiracje, napędza konsumpcjonizm sprzężony z psuciem planety (te miliony paczek, folii, etykiet, samochodów, spalających benzynę, bo trudno już kupić wiele produktów w swojej okolicy) i wreszcie polaryzuje społeczeństwo, dzieląc je na kobiety i feministki, socjalistów i kapitalistów, wierzących w naukę i zdroworozsądkowych, klasycznie eleganckich i w podziurawionych rurkach i tak dalej. A dzielenie ludzi obraca się przeciw nim samym. Nam samym. Dziel i rządź. Skłóć przeciwko sobie dwie grupy z tego samego kraju, jednym daj broń i już – nie musisz sam robić żadnej wojny, z własnej woli się powyrzynają. Film „Social dilemma” to pokazał. To ile innych i mocniejszych problemów kryje się w tych ynternetach, skoro piorący mózgi Netflix zdecydował się opublikować dość mocny materiał? To znaczy, że to może być niewinny czubek góry lodowej innych brudów.

Mnie przykładowo odrzuca to wszędobylskie śledzenie. Zapisywanie transakcji, podawanie numeru telefonu przy zakupie w sklepie stacjonarnym, konta klienta, karty, potwierdzanie telefonem, że to ja loguję się na mojego maila moim hasłem… Dane o naszej lokalizacji… Grzebałaś kiedyś w ustawieniach konta gugle? Jeśli nie, to możesz tam znaleźć filmy na yt, które oglądałaś w ciągu ostatnich nastu lat(!), Twoje lokalizacje, wyszukiwania i co wklejałaś w translatora – z nastu lat (!)… Jeśli masz nowy samochód, to jego numer vin jest na wierzchu, widoczny dla każdego przechodzącego pijaczka, a przy lusterku wstecznym masz cudo – dla Twojego zdrowia i bezpieczeństwa (Dla waszego dobra, obiecujemy. Dla waszego dobra i bezpieczeństwa uwolniony od człowieczeństwa zostanie każdy obywatel, każdy kraj…) – które śledzie położenie Twe. Absolutnie tylko i wyłącznie po to, by jakby co zadzwonić po karetkę. Tylko po to!

Po siedemnaste, to ja z okolic Majdanka jestem. Taki Auschwitz tylko że w Lublinie. Ja się to zwiedza, to dochodzi się do sali z listami więźniów, pisanymi do osób z zewnątrz. Ci ludzie wymyślili sobie szyfr – używali słów z języka szewców. Nie mogli pisać wprost o tym, co tam się dzieje i że nie ma chleba – ukrywali to pod wyrażeniami, związanymi z szyciem butów.

Czyli autocenzura. I jak ja teraz słucham kogoś na yt albo widzę teksty, nawet wpisane na obrazkach, gdzie ludzie zastępują słowa, których chcą użyć, innymi, żeby cieć fesjbukowy czy guglowy tego nie usunął – to dla mnie jest to szambo, dla mnie jest to dno moralne, zabieranie ludziom wolności, odczłowieczanie, stosowanie niewolnictwa, nieuzasadnionych kar… Ja Wam radzę odejść od osób i instytucji, które stosują metody Adolfa i komunizmu. Ale miliony ludzi nie widzi problemu – są gierki, są ploteczki od (nie)znajomych, z którymi się i tak nie spotykają, są podniety, strzały dopaminy plus katalog zakupów – kto by się tu doszukiwał problemów? (Przecież nie jest tak *jowo, nikt mnie nie tnie na kawałki, a potem nie sypie solą) Jest fajnie!

Zastanówcie się też, dlaczego opcje usunięcia konta insta czy amazona są tak ukryte, że niemal nie do znalezienia.

Także ja nie mam fb, insta, twittera, snapchata, mesendżera, łotsapa, tiktoka, aplikacji rosmana, dekatlona, alegra…

Nie jestem zalogowana, oglądając yt. Zbieram się do usunięcia jednego pozostałego mi maila guglowego.

Maila mam na protonmail (ponoć najbardziej szanujący prywatność) oraz na własnej domenie.

Jeśli potrzebuję coś przetłumaczyć, to mam zapisany adres narzędzia dobrego, a mniej niż gugiel śledzącego: https://www.deepl.com/translator

Na komórce korzystam z nieśledzącej przeglądarki duckduckgo – to jest też moja domyślna wyszukiwarka na telefonie i komputerze. Nie korzystam z gugla!

Na komputerze używam szanującej prywatność przeglądarki Brave.

I Brave, i protonmail wypuszczają co jakiś czas informacje o bezpieczeństwie / prywatności w sieci – różne podpowiedzi, porady, co i jak ustawić.

Kupując przez Internet (staram się lokalnie, ale często rzeczy są niedostępne na miejscu lub ceny są…), jeśli się da, kupuję w sklepie internetowym danej firmy, a nie na molochu Allegro, który ma całą podkładkę dla Skarbówki, czyli gnębi obywateli. Często jeśli wyszukasz coś na molochu, to sprzedawca nazywa się np. dobrepieluchy_pl -> wiesz dokąd się kierować. Zaczynam też się mylić, wpisując swoje nazwisko czy adres, jeśli istotny jest tylko nr telefonu i adres punktu odbioru. Jeśli nie masz na tyle odwagi, to korzystaj chociażby z nazwiska panieńskiego swojego lub mamy – one są chyba na dowodzie, jakby Cię napadła pani z poczty ze sprawdzaniem tożsamości.

I jestem na takim etapie, że zamówiłam sobie telefon, chyba jedyny dostępny w stanie nowym, który nie ma nawet aparatu. Będę miała telefon, który odbiera i pisze smsy oraz dzwoni. A ja i w domu, i na spacerach, będę patrzyła na materię 3D, nią się zajmowała. A w razie potrzeby wynalezienia informacji lub chęci poczytania / posłuchania konkretnych osób, które w sieci śledzę, będę musiała otworzyć komputer…

Obserwuję, ile czasu ludzie oddają matrwonom. Obserwuję, ile przeżywają spraw, o których w zasadzie mogliby nie wiedzieć – bo i tak niczego nie zmienią, a tracą energię umysłową i emocjonalną, które mogliby dać swojej rodzinie i swojemu środowisku.

Obserwuję – i nie tylko ja – ostro uzależnione dzieci i młodzież. Dlatego wiecie, co jest dla mnie ważne, dlaczego ograniczam ekrany, nie licząc wszystkich powyższych argumentów?

Zwyczajnie nie chcę, by dzieci widziały, że żyć da sie tylko, spędzając miliony godzin w ekranach! Nie chcę, by widziały, że z każdą obniżką nastroju sięgam po instagrama. No to nie sięgam. A komputer włączam wyłącznie, gdy mam konkretny cel. Czyli czasem – zero razy dziennie. Czasem zanim Chłopcy wstaną. Czasem przy nich, ale na czas wykonania konkretu, a nie na pół dnia.

Polecam. Wyjdź z tego wszystkiego, co jest przekazem Marka, wuhało i Billa do Ciebie. Nie łykaj tego, w jaki świat masz wierzyć – żeby realizować ich wizję Twojego życia. Wyłącz to i zajmij się sobą oraz tym, co masz wokół siebie. A w nocy śpij.

Jeśli interesują Cię argumenty za życiem poza łekranami, dwóch panów, których słucham, ostatnio mówiło o plusach odklejenia się od martwonów:

Bartłomiej,

Maciej.

Trafiłam również na informację, że wprawdzie przebywanie w przyrodzie jest cudne dla naszego dobrostanu, to wszystko to nie działa, gdy gapimy się w łekran: artykuł.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz obdarować mnie symboliczną kawą 🙂

Autor: Urszula

Kobieta, Żona, Matka. Poszukiwaczka Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *