Na ten tekst złożyły się sygnały, jakie odebrałam ze środowisk buddyzmu, zen, feng shui, coś od Marie Kondo, autorki Magii sprzątania i Masaro Emoto – naukowca od uczuć wody (jego odkrycia są niesamowite!)*, z własnych obserwacji. Pewnie wiadomości z tych źródeł potwierdziłaby współczesna nauka.

Otóż przedmioty coś ze sobą niosą. Ich istnienie to nie tylko wygląd i funkcja. Rzeczy maja w sobie energię, tę niewyrażalną w materii, którą wchłaniają z otoczenia. Podobnie jak i na nas, na przedmioty wpływa środowisko. Może nieożywione cząsteczki też mają pamięć?

Z takich powodów:

  • Poza racjonalnym minimalizowaniem, pozbywam się rownież rzeczy, których po prostu nie lubię. Także nietrafionych prezentów lub trafionych, ale od osób, których nie lubię. Pozbywam się rzeczy, które w jakikolwiek sposób wywołują we mnie nie hec i grymas. To naprawdę dużo mi dało.
  • Na ogół nie przyjmuje pod swój dach rzeczy używanych. Bo musiałabym przyjąć całą ich przeszłość – przeszłość ze świata innego niż mój. Rzadko się na to decyduję.
  • Nie trzymam rzeczy uszkodzonych i nienaprawialnych.

* Azja, Azja, Azja… – zauważyliście?


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: