Minimalizm - lista 100 rzeczy. Czego używasz Czego potrzebujesz - Eksperyment minimalisty - blog Pani Strzelec minimalizm, slow life, proste życie

Jedni pytają, jak zacząć być minimalistą, inni głowią się, co i jak robić, kiedy już są na tej ścieżce, by czuć się jeszcze lepiej. Nie ma wskazówek ani narzędzi uniwersalnych. Do każdego przemawia coś innego. Ja niechcący stworzyłam swój eksperyment minimalisty.

Oto co ja wymyśliłam, by mój minimalizm i stan rzeczy nie gnuśniał, ale by go jasno określić i zobaczyć, w jakiej to wszystko jest formie. Może komuś będzie odpowiadało to narzędzie – minimalistki od lat.

Eksperyment minimalisty

Usiądź o pierwszej w nocy w jakimś nietypowym miejscu.

Nie chodzi mi o molo w Australii (chociaż gdyby ktoś ufundował…), ale o miejsce, w którym nigdy nie pracujesz ani nie myślisz. Na podłodze między lampą a dziecięcym łóżeczkiem – mnie tam jeszcze nie było, więc wybór dokonany.

Usiądź o pierwszej w nocy w tym nietypowym miejscu i odpowiedz na pytania:

Jakich przedmiotów używasz?

Których przedmiotów potrzebujesz?

Tak, to są dwa pytania. Ja na przykład nie używam prawa jazdy, karty ciąży ani paszportu w ten sposób, w jaki używam łyżki, bluzki czy karty płatniczej. Ale jednak w jakiś sposób tego prawa jazdy, karty ciąży i paszportu potrzebuję.

Usiądź tam o tej godzinie i odpowiedz na te pytania… z głowy.

Wypisz przedmioty na kartce czy w notatniku. Bez podglądania. Bez zaglądania do szaf.

Wypisz wszystko, co chcesz zostawić ze sobą.

I wszystko, co byś wrzucił do plecaka, gdyby do naszego kraju weszły jakieś wrogo nastawione wojska lub gdybyś miał ochotę wyjść z domu i polecieć na Jukatan.

W nocy wypisałam swoją listę. Jak często robisz sobie taki czas na posiedzenie sam ze sobą? Zastanowienie się i wypisanie czegoś ze środka siebie? Ja… wcale.

W nocy wypisałam swoją listę. Po porannych obowiązkach wzięłam kilka papierowych toreb po zakupach, wyjęłam wszystko ze swojej szafy i wkładałam z powrotem tylko to, co miałam na liście. Odhaczałam. Tak samo przejrzałam swoje półki w łazience.

Pozostałe rzeczy powędrowały do worków i na górę szafy.

Część pewnie docelowo sprzedam: nie widzę już siebie w sztywnych marynarkach, a przez najbliższe dwa lata, a może więcej, nie widzę siebie w większości moich fantastycznych sukienek. Są dobrze do mnie dobrane, ale jednak nieodpowiednie do mojego aktualnego stylu życia: ciąży, karmienia, raczkowania po podłodze.

Część rzeczy to ubrania na inne pory roku.

A jeszcze inna, mała część, to zapasy. Koszulki, majtki, skarpetki do uruchomienia, gdy aktualnie używane się zużyją.

Zostawiłam rzeczy, o których w nocy pamiętałam. A czy były jakieś ważne, o których wtedy zapomniałam, a objawiły mi się dopiero przy przeglądzie szafy?

Były takie. Pięć sztuk.

Okulary – pamiętałam o komputerze i kablu. O okularach, które dopełniają tego kompletu zapomniałam. Ale nie mogę z nich zrezygnować.
Koszulka rozpinana z krótkim rękawem.
Olej z pestek malin – mój olejek na słońce – potrzebny.

CZYTAJ TEŻ: Olej z pestek malin: twój sposób na prostą i naturalną ochronę przeciwsłoneczną

Suszarka do włosów – potrzebna.
Pęseta – zobaczymy, kiedy odczuję jej potrzebę.

W sumie: 71 rzeczy.

(Jeśli interesuje cię dokładna lista moich aktualnie posiadanych przedmiotów, którą planuję opublikować, zapisz się do newslettera, a otrzymasz info o nowych artykułach. Zapiszesz się na górze po prawej lub na stronie głównej – kliknij Blog w górnym menu.)

Moja poprzednia lista rzeczy (Mama + niemal dwulatek) do podejrzenia tutaj.

Z innych eksperymentów dla minimalistów polecam waszej uwadze ten Kasi z bloga Droga do minimalizmu i oczywiście boskie Packing Party panów z TheMinimalists.

P.S. Jeśli ta opcja zadziała, począwszy od tego wpisu możliwość komentowania będzie na ogół wyłączona. Po 1. Przeglądanie komentarzy zajmuje trochę czasu i dużo uwagi, a aktualnie chcę poświęcać je na inne sprawy. Po 2. Szanuję i lubię pewne osoby komentujące, od niektórych otrzymałam wskazówki, które wprowadziłam, ulepszając swoje życie – to coś bardzo cennego. Ale są też krytykanci, dyskutanci, na których zupełnie szkoda mi energii. Jeśli ktoś tu się nie odnajduje lub ze mną nie zgadza – widocznie nie tu jest jego miejsce. Pochwały bloga są miłe, ale co za dużo, to też bez sensu. Po 3. Rezygnując z poświęcania czasu komentarzom, będę go miała więcej na tworzenie tekstów. Pomysłów mam na trzy lata chyba, tylko czas, czas…


książka o minimalizmie

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: