Jak znaleźć czas na przegląd rzeczy w domu i zminimalizowanie - blog o minimalizmie Pani Strzelec

Jak znaleźć czas na przegląd i zminimalizowanie rzeczy w domu? Trzy scenariusze

Strona zawiera linki afiliacyjne.

Może czytałaś artykuły i książki, które przekonały Cię, że w posiadaniu mniej niż posiadasz jest sens. A może sama zauważyłaś, że aktualny stan domu i rzeczy wywołuje w Tobie stres i powoduje kiepskie samopoczucie. A przecież chciałabyś mieć tę przystań, oazę spokoju lub królewski pałac. Teraz trzeba by wiedzieć, jak zaplanować sprzątanie domu.

Jesteś gotowa zakasać rękawy i przeobrazić swoje mieszkanie, swoje wnętrze i swoje życie. Planujesz Wielki Przegląd Wszystkiego. Ale życie toczy się jak zawsze, inne sprawy nie znikają. Kiedy się za to minimalizowanie zabrać?

Powiem Ci, że ja sama byłam bardzo mądra w tym temacie… Przed dziećmi. Wtedy był czas, żeby co chwila przeglądać te same szafki. Była możliwość skupienia się, by podjąć najlepsze decyzje. Był czas na opisywanie, a potem pakowanie i wynoszenie na pocztę niepotrzebnych przedmiotów.

A teraz, dzisiaj, z rodziną, z dziećmi w domu? A nawet wcześniej, z samym Mężem, ale mając swój biznes, gdy zawsze jest coś ważnego do zrobienia?

Planujesz następnego dnia zrobić Wielki Przegląd Wszystkiego. Masz wizję. A może jesteś realistką, wierzysz w małe kroki i siłę nawyku, planujesz więc następnego dnia rozprawić się z jedną, konkretną szafką. Jesteś wyposażona w entuzjazm i konsekwencję.

No i owego następnego dnia wracasz z dziećmi ze spaceru, no to ma być uff – być może wolniejsza chwila. Oczywiście jak porozbierasz, poodkładasz ubrania, umyjesz trzy pary rąk, dasz jeść. Miało być wolne, jeśli nie będzie humorów, ale orientujesz się, że pralka kończy pranie. A poprzednie, już suche, jeszcze wisi. Jedno zdjąć, drugie powiesić. Aha, odkurzyć ten przedpokój z naniesionych z dworu paprochów, żeby nie poszło na całe mieszkanie. Odczepić klocka, zawiązać rurkę, ktoś chce kupę, a właściwie to wypadałoby wstawić obiad. Życie.

Co więc możemy wymyślić, kiedy nie można znaleźć czasu na remanent, minimalizowanie, uporządkowanie mieszkania? Jak zagospodarować czasem, żeby przejrzenie każdej rzeczy w domu stało się rzeczywistością, a nawet przeszłością?

Ja widzę trzy rozwiązania, odpowiednie dla różnych sytuacji życiowo-rodzinno-czasowo-wyjściowych.

Jak zaplanować sprzątanie domu, kiedy Życie nie chce się na ten czas zatrzymać?

Ale zacznijmy od tego, że najlepiej byłoby najpierw rozpisać plan przeglądu rzeczy, czyli wypisać wszystkie szafki/szuflady/przestrzenie na zewnątrz, jakie są w Waszym domu. Metoda Marie Kondo, polegająca na wyrzuceniu wszystkiego (wszystkiego!) na środek i natychmiastowym przeglądzie tego wszystkiego brzmi fajnie. Ale kiedy nie jesteś Timem Ferrissem czy innym starym kawalerem z dochodem samonapływającym i grafikiem wolnym, a przynajmniej weekendem wolnym, tylko dotyka Cię i zaczepia Życie we wszelkich jego przejawach… Bądź realistką. Bo albo nie zrobisz tego na raz, albo siebie tym zamęczysz, zajedziesz i przez trzy następne dni Twoje dzieci nie będą miały matki.

Dopiero na takiej liście zobaczysz, ile przed Tobą, a i łatwo będzie zaznaczać, co już zrobione.

Marie Kondo sensownie argumentuje, dlaczego wyrzucenie wszystkich rzeczy z danej kategorii (a jest ich tylko 5!) na środek pokoju i ich natychmiastowy przegląd jest najlepszą metodą na wyłowienie niepotrzebnych przedmiotów. Ale nie oszukujmy się: jeśli nigdy wcześniej ostro nie minimalizowałaś swojego stanu posiadania, masz kilkuosobową rodzinę, ograniczony czas i siły, lepiej zrobić wszystko łagodniej, małymi krokami, czyli właśnie miejscami (szafki, szuflady, blaty), jak nieidealne by to nie było. Efekt i tak będzie. A później, już posiadając mniej, możesz szaleć dalej, nawet z panią Marie.

Masz listę miejsc do przejrzenia. Teraz widzę trzy opcje, jak zaplanować sprzątanie domu, z zależności od Twojego układu rodzinno-domowo-pracowego:

1 | Robisz dużo w wolne dni.

Jeśli masz możliwość być sama w domu (a przynajmniej bez małych dzieci) czasem przez cały dzień lub przynajmniej pół dnia, ustal ze sobą i najbliższymi, że w tych dniach zajmujesz się porządkami. Niech domownicy nie planują Ci na ten czas innych zadań i nie oczekują domowego ciasta.

Jak zaplanować sprzątanie domu w wolne dni? Masz listę. Możesz ustalić sobie kolejność miejsc według pomieszczeń. I przeglądasz kolejne miejsca, odhaczasz, co zrobiłaś. Czekasz na kolejny wolny dzień, by przeglądać i odhaczać dalej, aż do skutku.

2 | Robisz mało w dni niewolne.

Jedno-dwa miejsca dziennie jakoś wpleciesz pomiędzy Życie. Choć znów nie planuj domowego ciasta ani szycia zasłon.

3 | Robisz jak najwięcej w dni niewolne.

Cudów nie ma. Jeśli na co dzień wypełniasz robieniem czegoś swoje dni, żeby przejrzeć cały dom i zastanowić się nad sensem posiadania każdej rzeczy, będziesz musiała przez jakiś czas rezygnować z innych rzeczy. Tak jak zresztą i w pierwszych dwóch punktach. W dzień wolny nie przeczytasz książki, za to będziesz minimalizować dom. Albo w dzień niewolny zrezygnujesz z pieczenia ciasta albo z usiądnięcia i będziesz przeglądać szafki.

Trzecia opcja to robienie przeglądu pomimo Życia, które się toczy, i upomina, i wymaga. Jak zaplanować sprzątanie domu w tym scenariuszu? Otóż każdego dnia robisz swój Wielki Przegląd od rana do czasu kiedy Cię to zmęczy, jednocześnie jak najbardziej upraszczając życie, do tego stopnia, że wykonujesz tylko czynności absolutnie niezbędne w formie absolutnie minimalnej. Karmisz dzieci, ale nie cudujesz przy tym, nawet nie gotujesz obiadu. Nie robisz prania, nie składasz wysuszonego (chyba że masz przeglądać ubrania, to pamiętaj o tej górze), nie rozbierasz choinki, pozwalasz dzieciom na więcej (samodzielności też). Wiecie, taki krajobraz post-imprezowy czy też w-trakcie-remontowy: w zaplamionych świeżo ciuchach, śmieci na boku, pizza odgrzewana, okruchy grzecznie leżą na podłodze, dzieci robiące w-s-z-y-s-t-k-o.

Ach, jeśli wybierzesz tę wersję, przygotuj na to psychicznie Męża ;) podkreślając korzyści, jakie płyną z minimalizmu.

Przyznam, że sama potrzebuję znów przejść przez ten proces minimalizowania. Ze względu na zbytnie umiłowanie do moich wolnych pół-dni (bo na co dzień jestem z naszymi 5- i 3- latkiem przez całą dobę), opcja nr 1 nie jest dla mnie atrakcyjna. A ponieważ przegląd rzeczy już nie tylko moich wymaga ode mnie… daleko idącego użycia mózgu i umysłu, a więc i skupienia, opcja nr 3, kusząca pizzą, też nie jest dla mnie. Jedna-dwie szafki dziennie w moim dzisiejszym krajobrazie charakterologiczno-rodzinnym wydaje się najrealniejsza.

To co, próbujemy?


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.