Zgniećmy w kulkę i wyrzućmy (baam!) obrazek ciężarnej otoczonej wianuszkiem sałat, marchewek, nasion goi i owoców chia. Wróćmy na ziemię. Dokształćmy się w temacie.

Na pewno cudownie jest, kiedy kobieta w ciąży stosuje dietę bogatą w mikroelementy. Orzechy dla rozwoju mózgu maluszka, cośtam na żelazo i tak dalej. Znasz taki obrazek, że makaron fe, kurczak fe, jedz glony z pełnoziarnistym albo amarantusem i rukolą, do tego tylko zdrowe – czyli zeroprocentowe – tłuszcze.

Inny obrazek to babeczka z brzuchem, wielkim kawałkiem tortu na talerzu w jednej ręce i ogromną porcją domowego obiadu w drugiej.

Tak ludzie, w każdej plotce jest trochę prawdy, a w ciąży jest też coś takiego jak początek ciąży, dla szufladkujących powiem: pierwszy trymestr. Wtedy ta dieta może wyglądać zupełnie inaczej.

Mój jadłospis kilka dni temu skręcił o sto osiemdziesiąt stopni i mimo lodówki po dużych zakupach pełnej owoców, warzyw i mięsa, aktualnie moja dieta składa się z:

– słodkich bułek (chałka, rogalik maślany), czasem z masłem,

– zupek chińskich,

– herbatników,

– czekolady,

– makaronu (z solą i masłem),

– płatków ryżowych.

Zaraz zamierzam sprawdzić możliwość przełknięcia serka waniliowego.

No i to nie są tzw. zachcianki ciążowe. To są jedyne produkty, po których nie zwiększa mi się ochota położenia się na chodniku i umarcia. Po zjedzeniu tych rzeczy poziom tego, jak jest mi niedobrze, nie przekracza niebezpiecznej granicy.

Cukier i chemia. I to wszystko po miesiącach coraz zdrowszego jedzenia i po niemal wyeliminowaniu cukru. Bywa.

Jakby nie patrzeć – prosta kuchnia! He, he.


Na próbę włączam na blogu komentarze. Nie obiecuję, że znajdę czas na odpisywanie. Nie obiecuję, że odpisując, utrzymam dotychczasową częstotliwość tworzenia nowych tekstów. Zobaczymy, jak to będzie.

Dajcie znać o swoich najciekawszych zestawach z diety ciążowej.


Otrzymuj email o publikacji nowych tekstów.
Wpisz swój adres email: