blog to mój ogródek

Poważne informacje blogafialne

Strona zawiera linki afiliacyjne.

Moi Drodzy,

od dłuższego czasu coś mi nie grało z tym miejscem.

Jednocześnie, przecież z jakiegoś powodu piszę.

Jakieś dwa dni temu zostałam bez bloga, bo… technikalia zawiodły. Miałam wizję zniknięcia wszystkiego, co robiłam tu i nie tylko, i robienia od nowa… To był smutny dzień,

który jednocześnie dał mi do zrozumienia, czym ten mój blog o nieraz bardzo bezforemnej formie jest.

Jest moim ogródkiem. Raz kwitnie kolorowo, raz gnije zaniedbany, albo ja uparcie sadzę obok siebie rośliny, które obok siebie nie powinny… I Mąż mówi, że dziecko po matce uparte.

Jest moją strefą buforową. Oddziela mnie od płotu… czegoś…

W szpitalach psychiatrycznych podobno przydziela się pacjentom prace fizyczne, na przykład ogrodnicze.

Uziemiają się, jakby powiedziały niuejdże.

Dzisiaj wiele osób nie ma ogródków, w których mogłoby się uziemić, ubrudzić, popracować, poodpoczywać, poradować się i nawet zobaczyć efekt swoich działań (tym czas w ogródku różni się od czasu z tv).

I to jest właśnie ogródek mój. Raz piękne kwiaty ma. Raz potrzebuję pogrzebać, rozgrzebać, przekopać, rzucić czymś i brzydko się spocić.

Także nie sprzedaję, nie porzucam, billboarda w miejsce niezbyt dorodnych krzewów nie wstawiam.

Ale przenosimy się pod inny adres.

Póki co pod tamtym adresem jest… no wyobraź sobie, że ogród masz przenieść na inną działkę :D

Mam do przeniesienia blisko 300 tekstów. I ta robota, choć ważna, nie jest numerem jeden w moim życiu.

Ale będzie prawdziwy newsletter, w sensie że ja będę pisać do Was. I do tego jest już link w górnym menu i w bocznym panelu formularz.

Ma być porządnie o minimalizmie, trochę o rodzinie i slow lifie (czy slow life w ogóle istnieje?).

Do tego zakładka blog, czyli krótkie teksty bez nadęcia, luźne pleple z mojej głowy, boskie myśli z książek, które czytam (bardzo slow czytam).

Mam też postanowienie być bardziej… prospołeczną. Żeby już nikt nie usłyszał ode mnie wprost, że całą budżetówkę trzeba zwolnić bo jej praca jest niewiele warta (i tak ładnie to ujęłam!) albo że posyłanie dzieci do placówek jest jak posyłanie żony czy męża do prostytutek (państwowych prostytutek!). Nie, nie, nie. Te czasy właśnie przemijają. (Ale Wy i tak wiecie, co myślę).

A więc:

BLOG z 1 nowym bardzo poważnym tekstem o foliach, latarniach i gołębiach i powolnymi przenosinami starych tekstów (Tak poza tym jest mój wieloletni anglojęzyczny blog, możecie gmerać).

NEWSLETTER czyli raz w tygodniu postaram się wysłać Wam linki do nowych tekstów.

Do napisania!


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.