Jeszcze jeden powód, żeby nie przeklinać

Używa(ła)m tzw. brzydkich słów. Jak się zacznie np. w pracy, a później napięcie i pracę ma się 24h na dobę, to trudno przestać. Zły nałóg.

Chciałam się w tym przynajmniej mocno ograniczyć, ale nie szło. Tak samo jak z rzucaniem cukru. (Cud, że za papierosy się nigdy nie brałam).

Nie udawało mi się ograniczyć, aż usłyszałam słowa Młodszego:

– Mama, a wies, że słyszałem, jak [imię kolegi] mówi brzydkie słowa? Takie na przykład na „k” i dalej wiesz…

I dotarło do mnie. Skoro używanie wulgaryzmów oznacza bycie niesubordynowanym pięciolatkiem… to sory, Batory, królu nasz, ja rezygnuję. Mogę być matką, córką, leniem, blogerką, obcą babą, introwertykiem, wariatką, kierowcą… Milionem ról. Ale niegrzeczny pięcioletni chłopiec się w to nie wlicza!

A zatem zaczynam od wpuszczania przed emocje rozumu i zamiany wyrazów brzydkich na neutralne.

K. to ku-kurydza.

D. to odbyt.

Tak, tak. Wznośmy się ponad poziom kozaczącego pięciolatka z placówki.

Inna sprawa, że takie tam wyrazy na k. i j. n przykład ponoć pierwotnie były normalne, a nawet pozytywnie nacechowane. W hinduskim czy innym tam sanskrycie ponoć j. to kopulować i nie jest obraźliwe. K. to ponoć na pewnym etapie znaczyło „Boże broń”. Choć badania językoznawcze to moim zdaniem grząski grunt. Czasem coś niby pięknie pasuje, nałukowcy w to brną, a za parę dekad wszystko się okazuje ślepą uliczką tudzież stekiem bzdur.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Paszport na sezon grypowy?

Masz paszport na sezon grypowy, możesz wsiąść do samolotu i polecieć… Emejzing.

A gdyby tak rządzący uznali, że chorobą, zagrażającą ludzkości, nie jest gorączka z kaszlem tylko na przykład… grzybica pochwy – jak by to było? Też by się łowiecki cieszyły i fociły z wynikami i wymazami – na insta?

Ty / Twoja żona podróżujesz z dokumentem, gdzie są Twoje / żony dane, może i zdjęcie, i informacja: „ma grzybicę pochwy” albo „nie ma grzybicy pochwy”.

Lądujesz na lotnisku docelowym, tam jest sprawnie, bo jest aż dwustu pięćdziesięciu ginekologów. Każda pani idzie na kolejne zwalniające się i szybko spryskane domestosem miejsce, wszystkie grzecznie rozkładają nogi (emejzing) i obgryzając paznokcie dwa dni czekają na wyniki wymazu. Bo co z tego, że miesiąc temu nie miałaś grzybicy? Może zjadłaś za dużo cukru i już masz?

Jeśli któraś ma, to policjanci robią jej na czole tatuaż, powiedzmy różowy kwadrat, który schodzi najwcześniej po trzech tygodniach. Musi oczywiście natychmiast wracać, skąd przyleciała, ale nie ma prawa usiąść na samolotowym siedzeniu. Chyba że wyprodukują jakieś jednorazowe pokrowce o właściwościach uniemożliwiających grzybom wędrówkę i namnażanie się.

Jeśli ktoś odbiera Ci wolność, miej tego świadomość. Możesz o tym mówić, krzyczeć, milczeć. No ale nie uśmiechaj się do tego, nie popijaj lemoniadą. (Możesz też odfollołować osoby, które nakładanie im kajdanek popijają lemoniadą.)

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

15. Rok 2033. Świat poszedł do przodu

Rok 2033. Świat poszedł do przodu i jest już daleko od tego zaścianka z pierwszych dwóch dekad XXI wieku.

Chcesz urodzić dziecko? Doceniamy. To ważne dla narodu. Aby Cię odciążyć (i żebyś mogła znów zapieprzać dla szefa), już od pierwszego dnia życia możesz powierzyć dziecko państwowemu żłobkowi. I to za darmo! A miejsce jest dla każdego.

W późniejszym czasie, abyś miała czas dla siebie, na selfcare (polecamy te smary do twarzy – dajesz pracę ludziom przy produkcji i w drogerii, a później dzięki Tobie inna kobieta będzie mogła zarobić na przeprowadzeniu terapii Twojemu rakowi) i na rozwijanie się na telefonicznej obsłudze klienta, zapewniamy przedszkola i szkoły ze świetlicą czynną 24 godziny na dobę. To Ty zadecydujesz, kiedy już jesteś wystarczająco wypoczęta, by zająć się własnym bachorem.

Jeśli jesteś w trudnej sytuacji w związku z chorobą lub niedomaganiem starszych bliskich, złóż wniosek o miejsce w domu starości, a my rozpatrzymy go w ciągu maksymalnie 90 minut, a w ciągu kolejnych 90 przygotujemy komfortowe miejsce dla tej osoby. Będzie mogła liczyć na wspaniałą, państwową opiekę najlepszych pielęgniarek, wizytę lekarza internisty raz w miesiącu oraz liczne kursy i warsztaty, a także zajęcia jogi i medytację, (prowadzone przez osoby przeszkolone w 90 minut). A Ty – rozwijaj się, dbaj o siebie, podróżuj i #zróbtenmani .

Po zgłoszeniu ilości i rasy psów, które zechciałaś mieć w swoim domu, w ciągu trzech godzin zjawi się nasz pracownik, aby omówić szczegóły preferowanej opieki, ilość spacerów i rodzaj karmy, i doradzić we wszystkim, jeśli masz jakieś pytania (chociaż nie musisz mieć – rządowi specjaliści zajmą się wszystkim!). Pamiętaj, wciąż raz w tygodniu będzie przysługiwał Ci osobisty spacer z psem.

………

Uwaga, uwaga! W związku z sezonem grypowym, o którym wiemy i na bieżąco informujemy Państwa od lutego tego roku (2033), wprowadziliśmy działania, mające na celu […]. W związku z tym także certyfikowani, państwowi prostytutkowie zawieszają swoją działalność offline i przenoszą się do onlajnu. Od najbliższego poniedziałku każdy mąż, zamiast odwozić żonę trzy razy w tygodniu do ośrodka, będzie zobowiązany do odebrania wiadomości od prostytutka z najbliższego ośrodka i stosowania się do zawartych w niej instrukcji obsługi własnej żony. W razie nieposiadania odpowiednich gadżetów jest możliwość wypożyczenia ich z najbliższego ośrodka (z zachowaniem re*imu sanita*nego). Niestosowanie się do poleceń grozi karą zgodnie z odpowiednimi przepisami KK.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Polecando w temacie żeńskości / boskości kurodomowości

Jeśli feminizm nie wydaje Ci się najlepszą ścieżką, jeśli cenisz zdrową rodzinę i szukasz wsparcia osób podobnie myślących, polecam posłuchać przy obieraniu ziemniaków:

rozmowa nr 1

rozmowa nr 2

Mnie dużo daje słuchanie takich ludzi. Niby tylko potwierdzają to, co już wiem.

Tylko że widzisz, ja twierdzę, że trawa ma kolor zielony. A od jakichś 80 lat wpiera się ludziom, że trawa jest fioletowa. I jak ja słyszę to wszędzie: od papieża, od premiera, od dziuni z Insta, z filmów, seriali, reklam, od sąsiadów – to po jakimś czasie i po obliczeniu stosunku osób widzących trawę zieloną do tych widzących fioletową, człowiek może mieć coraz częstsze chwile, kiedy wątpi swoim oczom, wątpi w to, co widzi.

Skoro wszyscy mówią, że jest fioletowa i publicznie nie wypada już mówić inaczej, to może ona jest fioletowa? Może kiedyś była zielona, ale czasy się zmieniły?

Ja widzę trawę zieloną i nieraz nie mam siły w to wierzyć, bo fioletowi prą ze wszystkich stron po swojemu.

Aż tu spotykam człowieka, który prosto z mostu wali, że TRAWA JEST ZIELONA. Uff.. To może jednak nie zwariowałam?!

To mi robią, taki balsam na otarcia nakładają rozmowy osó zdrowo myślących w tematach, w których niepoprawnym jest myśleć zdrowo.

Jazda do tych ludków:

rozmowa nr 1

rozmowa nr 2

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Odzież prawdziwie męska

Kiedyś to byli mężczyźni, była męskość. Były dziewczyny, była żeńskość.

Tak jak u innych gatunków – kaczek, jeleni, pawi – wygląd samców jest na pokaz (a samice mniejsze, szare), tak i mężczyźni się pokazywali.

Właśnie po raz pierwszy oglądałam „Ogniem i mieczem”. W tym czy innym filmie albo książce zaobserwuj te czerwone, różowe stroje panów-szlachty, ozdobne, ze złotą nicią – tak ozdobne, że dzisiaj i zasłon takich się robi. A oni nakładali to siebie. Do tego czapki z kolorowymi piórami. Pierścienie. Płaszcze do ziemi z tych „bogato-zasłonowych” materiałów, podbijane czerwienią… Eleganckie, robiące wrażenie, wydłużające sylwetkę.

Czerwone hajdawery Kozaków i co najmniej podbicia ubrań Lachów.

Czyli że żołnierz, mężczyzna musiał wyjść, pokazać się – bo w czerwieni nie było jak się ukryć. Musiał wiedzieć, jaki wychodzi: pewny siebie, silny, odważny, prosty kręgosłup – także zasad moralnych.

Słabi na ciele i duchu, a także ci bez szczęścia (a może bez połączenia z przewodnictwem/opieką Boga/Siły Wyższej) – ginęli.

Zwycięzca mógł… kopulować. Naturalna selekcja. Zostawali silni, mocni i takie ciała, takie zachowania przekazywali następnemu pokoleniu.

A dzisiaj każą żołnierzowi udawać trawę. Degeneracja, degradacja ciała i ducha. Trawa to przecież mniej niż nawet owca czy bydło.

Wybacz dosłowność, ale nie udawajmy, że to, co schowane, nie istnieje. Nawet patrząc na miejsca intymne widać, że mężczyzna to ten, który jest na wierzchu, na widoku, nieosłonięty, sztywny, prosty, on działa, daje. Kobieta jest ukryta, chroniona, miękka, bierna (może być aktywna, ale jej aktywność lub jej brak – niczego nie zmienia). Przyjmuje.

Oni nie udawali trawy:

/foty nie-trawy znajdziesz tutej/

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Najbardziej „eko” rzeczą jest ta, której nie kupisz

Nie kupować -> obniżyć popyt -> zmniejszyć ilość (nie)potrzebnych surowców, liczbę środków transportu i ilość paliwa, zmniejszyć ilość opakowań w tym pudeł transportowych.

Jako efekt uboczny tego „eko”:

– potrzebujesz mniej $ do życia, bo tyle nie kupujesz

– obniżasz kompleksy i inne złe samopoczucia ludzi wokół, którzy dziś patrzą i zazdroszczą, myślą, że może też powinni mieć to i tamto…

Taka tam utopia według kobiety o ciągle dobrym i czującym sercu.

A jednocześnie jest to tak łopatologicznie logiczne, że trudno mi pojąć, że ludzie, nawet ziroł-łejsty tego nie widzą i nie wprowadzają w czyn… globalnie.

Minimalizm to zdrowsza planeta i zdrowsze psychiki ludzi.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Powiedz dziewczynie o tym, że będzie matką

Zaraz Dzień Matki. Będą kwiatki i inne wzrusze dla kobiet, które mają dzieci. Ktoś napomknie, że to wcale nie taka łatwa rola, oj niełatwa. Ale jaka ważna! – zakrzyknie drugi.

To ja o tych napomknieniach i zakrzykach. Tak średnio rzecz biorąc, każda dziewczyna urodzi dziecko. I będzie to duży kawał jej życia. Matura trwa ileś godzin, studia kilka lat, mieszkania się zmienia… Natomiast dziecko jest na całe życie (a przynajmniej na te 20+ lat) i przez 24h na dobę bez wolnych weekendów.

Jak rodzice córek przygotowują je do bycia mamą? Czy w ogóle przygotowują!?

Małe dziewczynki są mamami lalek – karmią ją, tulą, przebierają, wożą w wózeczkach. Ale później to już raczej tylko szkolna nauka, dalej okres zawstydzenia tematami związanymi z rozpłodem i potencjalnym byciem mamą, a w okresie, gdy już mogłoby być po tym, gdy dziewczyna mogłaby nawet rodzić – jeszcze więcej nauki, robienie wielkiej sprawy z matury, na trzecim planie prawo jazdy, no a na drugim plany odnośnie studiów i kariery.

W szkole bywa coś takiego jak wychowanie do życia w rodzinie, ale pominę to śmieszne (z mojego doświadczenia) coś.

We Włoszech były plany, a może już wprowadzono to, żeby uczono dzieciaków przedmiotu związanego z tym, jak się odżywiać.

To są rzeczy, które kiedyś przekazywali rodzice, rodzina, dom. To tak bardzo tych rodziców nie ma czy na tak bardzo durnych wyszli w wyniku szkoły i układu społeczeństwa, że znów to państwo weźmie się za uczenie ich dzieci… ścielenia łóżek, nakładania ubrań, uruchamiania odkurzacza…?

Dobra, zeszłam z tematu.

Jeśli jesteś rodzicem i drogim jest Ci zdrowie psychiczne Twej córki, przestań gadać jej o maturze, przestańcie przy stole rozmawiać o planowanej karierze i wymarzonych podróżach, wypisz ją z niemieckiego, a ten czas przeznacz na…:

– Powiedz jej, że bycie mamą jest wartością. Że dzieci są wartością. Że opieka nas własnymi dziećmi i same te dzieci są cenniejsze niż pieniądze.

– Naucz ją robić obiady i ogarniać dom. Powiedz jej, jak to jest z małym dzieckiem. Co ono je, ile i jak często może płakać, być niezadowolone. Jak radzić sobie z emocjami własnymi i dziecka.

– Idźcie razem do altany śmietnikowej by zostawić w niej „feminizm” i „karieryzm”. W kontenerze na trujące, zaraźliwe, zagrażające zdrowiu i życiu.

Ja przykładowo ni huhu nie byłam gotowa na to, co miałam od początku ze Starszym i co mam teraz. Nawet nie miałam tego, że cenię bycie mamą, że uważam to za bardzo, bardzo ważne zadanie do wykonywania. Nie miałam nic oprócz szóstek z niemieckiego, nieziemsko zdanej matury, studiów na jednym z dwóch najlepszych uniwersytetów w Pl (których poza Pl i tak nikt nie kojarzy) na kierunku, na który przyjmują kilkanaście osób co drugi rok.

Możliwe, że u Ciebie jest inaczej. U mnie było tak i sama sobie zbudowałam i buduję to, że dzisiaj odnajduję się w macierzyństwie ciutkę lepiej.

Możliwe, że ja tu tyle nadaję o macierzyństwie i byciu z dziećmi, bo nie słyszałam nikogo, kto by o tym nadawał, a bardzo, bardzo potrzebowałam takie rzeczy słyszeć. Sama sobie wyprodukowałam myśli i zdania, w których siebie zanurzałam, żeby jakoś wyjść na prostą.

Na rozum i na serce wiem, że bycie mamą to wielkie w wspaniałe coś. Ale w codzienności, odczuciach, przekonaniach, emocjach – nie miałam macierzyństwa na takiej pozycji. Miałam je na marginesie i w tyłku, bo wokół mnie nikt nie mówił o tym jako o czymś cennym. Ino kariery i podróże, nawet mąż tak na trzecim planie.

Nikt nie mówił o byciu mamą jako o czymś cennym. Nie wspominając o przygotowaniu dziewczyny na to, co będzie. Kiedyś w wielopokoleniowych rodzinach, gdy jeszcze ciotki, kuzynki, najstarsze siostry były w pobliżu – było się na czym uczyć, nawet przez obserwację, choć i obowiązki wobec młodszych miały dzieciaki zamiast smartfona.

Jeśli świętujesz to święto to pomyśl też o tym, jakie umiejętności i jaką wiedzę o tym macierzyństwie, jaką jego ocenę, jaką pozycję roli matki przekażesz swoim dzieciom.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

Trzy słowa od pielęgniarki na ten czas

Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty

Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty

Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,

Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,

Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha

I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha,

I zagrał: róg jak wicher wirowatym dechem,

Niesie w puszczę muzykę i podwaja echem.

Znajoma pielęgniarka zawiadamia, co następuje:

Fakt nr 1:

W naszym mieście, które choć podwarszawskie, to raczej zapada się w sobie, próchnieje i zdycha od biedy, czyli nie jest jędrne, młode, prężne, silne, to jednak i wśród tych próchnicznych ludzi bez nadmiaru polotu ni ambicji okazuje się, że: personel szpitala i przychodni generalnie nie nakłuwa się. Absolutnie nie dają sobie tego zrobić.

Oczywiście pacjentów namawiają, bo dostają 6 dyszek od łebka.

Coś, jakbyś uprawiała pomidory i sprzedawała je ludziom, ale sama nie jadła, bo byś podejrzewała, że chyba ten nawóz, którym podlewałaś, to jednak był domestos z arszenikiem.

Coś, jakbyś produkowała samochody, ale sama jeździła inną marką, mając przeczucie, że przy przekroczeniu 50 km/h auta z Twojej fabryki mogą się losowo rozpadać.

Gdyby po tej ziemi chodzili ludzie z wartościami, z jakimś honorem, z tym całym bagażem, który nakładały na nas szkolne lektury, historia Polszy i Jezusa, to by się z takiej służby zwolnili.

Fakt nr 2:

Pielęgniarka odradza znajomym nakłuwanie się.

Fakt nr 3:

W mieście około 40+ tysięcy mieszkańców ten jeden szpital ma dokumenty o 32 osobach, które zmarły w ciągu 2 miesięcy od nakłuwania.

Fakt nr 4:

Osobom 80+ w pakiecie z nakłuwaniem dają już rutynowo od razu leki przeciwzakrzepowe, bo… takie a nie inne mają doświadczenia, łącznie z faktem nr 3.

Fakt nr 5:

Babci znajomego, która ma zakrzepicę, po nakłuwaniu noga zrobiła się od stopy do kolana czarna. Fajnie, nie?

Fakt nr 6:

Influensery dostają od (nie)rządu propozycje współpracy, reklamy nakłuwania kierowanej do młodych ludzi… Mają podkreślać dramaty życia w sezonie grypowym (ograniczenie latania), namawiać do wożenia starszych na nakłuwania i tak dalej…

Stąd też widzisz w necie to, co widzisz. Dziunie kwilące, że od roku nie mogły się spotkać z rodzicami, podać nikomu ręki itp. bzdury wyssane z ich chorych umysłów.

Ja tam się widywałam, jeździłam, odwiedzałam, podawałam ręce, przytulałam, owszem, że w sklepie przez większość tego roku nakładałam szmatę (nie oficjalną maszkę), ale… ani razu nie łumarłam!

Jak to mówią feministky: moje ciało, mój wybór. Twoje ciało, Twój wybór.

Pielęgniarka nie będzie żyła z konsekwencjami, tylko to Ty będziesz w tym ciele żyła.

Z zawodu, jaki sprawiają mi współczesne poradniki, książki z dziedzin konkretnych i powieści – miałkie są, treść rozwodniona – zaczęłam czytać „Ogniem i mieczem”.

I oczywiście, że przepadłam!

Takich nam dajcie mężczyzn i takie kobiety!

Ludzi z honorem, prosto stojących, którzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać! Wyobrażacie sobie Skrzetuskiego czy księcia Jeremiego albo i Helenę ze ścierką na licu, bo tak powiedział jakiś śmieszny chudzina w okularkach w tiwi? Wyobrażacie sobie Zagłobę, który wichry wojenne przetrwał, rany miał, dziurę w czole aż do kości, jak wchodząc do szynku psika se przeciwbakteryjnym? 😀

Ostatnio widziałam faceta. Wysoki, wyprostowany, nawet jakąś klatę miał, trójka dzieci, wielki orzeł na koszulce na tej klacie, a na gębie… szmata. To tak jakby zakonnica chodziła zakryta od szyi do ziemi, ale z dziurą w ubraniu w miejscu d*py.

Jakby ludzi oceniać po honorze, po tym, jakie wartości wyznają i zostawić tylko tych, którzy mają w sobie dumę, wolność, odpowiedzialność, uczciwość, niezależność, to… może 1% by się ostał.

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂

10. Czym są dzieci w życiu Twym? A może kim?

W większości rodzin, które znam, mamy sytuację taką, że i facet, i baba pracują.

Pytanie brzmi: kto gotuje?

Albo gotuje ona i jest wkurzona, że jeszcze po pracy i że on nie… Albo gotują na zmianę… Jest też opcja jedzenia byle-czego albo gotowego. Ale to współczuję. Stać nas wszystkich wciąż jeszcze na jedzenie dobrze i zdrowiej niż gotowe.

W domach takich, jak mój, mężczyzna może wrócić i zastać gotowy obiad, a kobieta przygotowuje go zamiast służyć przez osiem godzin ciałem swym i duchem obcemu gachowi w pracy. Więc wieczorem oboje jakby bardziej wypoczęci, mniej spięci, no i najedzeni. (Tak, przyznaję, że jest mowa o sytuacji idealnej, kiedy chociażby masz rodziców/teściów, którzy regularnie nieco od przychówku odciążą. Bo kiedy ubzdurasz sobie edu domową dwóch energetycznych Chłopaków przy braku rodziny chętnej do wsparcia… W takiej sytuacji wypoczęcie wróżę Wam za kilkanaście lat. Chyba że zorganizujecie sobie jakiś relaksujący pobyt w szpitalu czy cuś – choć tam z kolei zejść można z głodu).

Ale my dziś nie o tym, nie o tym!

Kto w przeciętnym domu gotuje po pracy? Ano: na kogo wypadnie, na tego bęc. A nie chce nikt. (Tak, są wyjątki).

Kto w przeciętnym domu dziećmi się zajmuje, dba o nie, wychowuje, rozmawia, czas spędza? Na kogo wypadnie…?

Zdecydowanie nie jestem z tych feminystek, które powiedzą, że Ty się rializuj, a dzieci przecież mogą zająć się swoimi sprawami, nie?

Są takie babska, które sądzą, że zdecydowaną większość tego, czego potrzebują dzieci, można ogarnąć „w międzyczasie”. Do drugiego roku życia to owszem, wychodzi. Jak już czyste, ubrane, suche i nie chce cyca, to pozwalasz wędrować pod stołem, brać różne przedmioty i tyle (chyba że płacze). Ale później – dzieci potrzebują uwagi, rozmowy, chcą sie uczyć, no i trzeba wychowywać.

To czym albo kim są dla Ciebie dzieci? Są tak nieważnym odpadkiem, że zasługują li i tylko na te odpadki „międzyczasu”?

Ceni się babki, które przez osiem ha na dobę robią piniądz. Równocześnie deprecjonuje się te, które siedzą w domu z dziećmi. Co to świadczy o naszych wartościach? Że cenimy hajs wyżej niż dzieci?

Co do hajsu, to ten zarobiony przez kobietę w czasie, gdy ona nie gotowała i dzieci nie wychowywała, wydasz na te gotowe posiłki z olejami roślinnymi. Na lepszy ciuch, żeby odpowiadała obcemu gachowi (standardom w pracy – standardom szefa).

Kobiety, które w pewnym momencie dla dzieci zrezygnowały z zarabiania (cóż za bezczelne ustawienie wartości!), same piszą tak na przykład: Już nie muszę dzieciom swojej nieobecności wynagradzać zakupami.

A przedszkolanki w ynternetach piszą, że robią co mogą (niektóre pewnie tak), ale i tak każdemu dziecku byłoby lepiej z mamą. Obserwowały, że po przerwie w działaniu przedszkoli z okazji ogólnoświatowego sezonu grypowego dzieci wracały fajniejsze, spokojniejsze, bardziej rozwinięte – po tym, jak nabyły się z rodzicami.

To kim jest dla Ciebie dziecko? Od czego jest ważniejsze? Od czego mniej ważne?

Ja, szczerością chamsko strzelająca Pani Strzelec, kiedyś komuś musiałam powiedzieć jak krowie na rowie, że dziecko to nie szafa. Bo ten ktoś próbował mnie przekonać, że jak kupię taki konkretnie bujaczek-sraczek, to dziecko się buja-sruja i nic od matki nie chce. Właściwie jak damy odpowiednie dawki leków, narkotyków, alkoholu czy ekranó – też nic nie będzie chciał od matki. Tylko czy to o to chodzi w macierzyństwie? Czy to jest najlepsze dziecka? I czy dla matki?

Nie uznaję dziecka jako szafy, jako trofeum, czyli jako kolejnego elementu z serii: studia, drugie studia, doktorat, ślub, kredyt, mieszkanie, pies, wakacje, dziecko… No nie uznaję.

Dziecko to Człowiek. Nasz Człowiek. Człowiek, za którego odpowiadamy. Na którym ni-ko-mu nie zależy bardziej niż nam. Więc jeśli my mu damy tylko ochłapy (siebie i jedzenia), to co to będzie?

Jeśli chciał(a)byś mi się odwdzięczyć za moje teksty, TUTAJ możesz zafundować mi symboliczną kawę 🙂