Wiecie co? Pewnie za często zaczynam wypowiedź od wiesz co? Ale mam tego świadomość, zawsze to coś.

Wiecie co? Wkurza mnie we mnie samej i nie wiem, skąd u licha się to bierze, że ja potrzebuję jakiejś zewnętrznego potwierdzenia mojej słuszności.

Powiedzmy na pytanie ile jest 2+2 sądzę, że jest 4, jestem pewna, że 4, ale nie wychylam się z tym, że jestem pewna, że 4. I potem pani Hania, albo Kasia, albo ktoś inny, kogo szanuję, mówi otwarcie i głośno, że przecież 2+2 jest 4. I dopiero wtedy jestem… pewna swojej pewności. Coś takiego.

Tyle razy już moja niepewna pewność zostawała upewniona i rzeczywiście to, co myślałam, to się zgadzało…

A ja ciągle tak niepewnie.

Wymyślam sobie, że chcę robić to i to, tak i tak. Po długim czasie dowiaduję się, że ktoś to zauważył i uważa, że super, i cieszy go mój wybór i moje działania…, które często wynikały z mojej natury, wiary, przeczucia, poczucia, łatwości, iskry, chęci, podniecenia i tej pewności niepewnej.

Chcę już umieć być pewna swojej pewności!

Co wywołało u mnie po raz kolejny te przemyślenia – bo o tych wnioskach już nawet na blogu kiedyś pisałam? Ankieta blogowa. Dziękuję wszystkim za udzielenie odpowiedzi. Wielu z Was zauważyło pewne cechy mojego pisania, o których wiedziałam, które to sposoby wybrałam, a właściwie same się wybrały jako naturalne dla mnie – a tu się dowiaduję, że wielu osobom właśnie takie cechy mojego pisania odpowiadają. Cudnie, że się odnajdujemy! Tzn. ja pisząca w swój sposób odnajduję się z osobami, którym dobrze się to czyta.

Pamiętajcie, ludzi nie słuchajcie.

Trochę tak jest. Bo jedna osoba powie ci, że masz brzydkie buty. I gdybyś wziął to do siebie i je zdjął, wyrzucił, nie miałbyś szansy spotkać kolejnych dwóch osób, które te buty pochwalą. A tak w ogóle, to one mają się tobie podobać.

Także hejterzy, odejdźcie. Masochiści, czytający coś, co was wnerwia lub nudzi – żegnam, znajdźcie miejsce przyjazne wam. Przez tych patałachów odechciało mi się robić ankiet w przyszłości.

Także ten. Będę pisać o czym chcę, co mi w duszy gra. Jeśli pokocham czipsy, będę pisała o czipsach. Jeśli mnie zdenerwuje znowu pan urzędnik, napiszę o tym. Jeśli ptaki będą latać, może też napiszę. Ponarzekam. Potem ponarzekam na narzekanie i zachęcę was do pozytywności. Bo siebie też codziennie zachęcam i małymi kroczkami mniej tych urzędników będzie w moim życiu.

W zasadzie, korzystając z minimum nawet inteligencji, można u jakiegoś blogera jedne teksty czytać, inne pomijać. Uwielbiam Anię Kęską, kiedy pisze o milionie spraw, natomiast jak widzę wpis np. o lokówkach – nie otwieram, bo z różnych względów nie jestem zainteresowana. Natomiast nie piszę do niej:

Głupia pimpo, przestań o tych lokówkach.

Jeśli Kuba Wojewódzki nagra program z panem A, mogę z chęcią obejrzeć. A jeśli nagra z panem B, mogę nie obejrzeć. Genialne, co? Nie śmiejcie się. Wiele osób tego nie pojmuje i czyta teksty, które uważa za beznadziejne. A może konstytucję zmienili, a ja telewizji nie oglądam, nie wiem, i teraz jest prawny nakaz czytania Pani Strzelec?

Ktoś proponował, bym pisała o prowadzeniu firmy. Tylko to nudne na dziś dla mnie – nie umiem tego ciekawie ująć, nie kręci mnie to. A suche konkrety zawsze znajdziecie w internecie. Że wystaw rachunek, zapłać pit, vat i ogarnij pracowników? – Nie, po prostu uczenie tego nie jest moim przeznaczeniem. Oj nie :D

A jak mam momenty narzekania i plucia jadem, no to mam. Człowiekiem jestem w nieidealnym świecie. Ponoć Jezus też przewracał stoły jak się zdenerwował na gupich ludzi. I tak, powiem wam, w imię pozytywności i niewymiotowania nikomu do głowy swoimi problemami, powstrzymuję się z narzekaniem. Ach na wodzy się trzymam. Gdyby nie to, już by wam mój jad ekrany powypalał.

Ale ćśśśss… Stay positive.

Albo to: jakie gadżety polecam i teksty o radykalnym ograniczaniu potrzeb. Trudno, żeby obie te sprawy istniały w jednej osobie. Bliżej mi do tego drugiego…

Rób, babo swoje, bo wszystkich nie da się zadowolić. I gupia, wiesz o tym od lat, a wciąż się niepewnisz. Hrrr.

Nadal nie jestem pewna sensu komentarzy pod artykułami.

Czy blog jest miejscem na moje myśli, czy jest forum dyskusyjnym? Ja rzadko komentuję na blogach, nawet tych, które uwielbiam. Nie czuję potrzeby. Mam przytaknąć? Napisać po raz pińcetny super tekst?

Jeśli bosko piszesz, to po prostu do ciebie wracam, i wracam, i wracam. Przeważnie wpisując adres z głowy w pasek przeglądarki.

Jeśli wchodzę na bloga Jasona i on pisze o osiąganiu celów, interesuje mnie poznanie jego porady lub opinii. A nie uczestniczenie w dyskusji, czy to on dobrze myśli, czy nie. Jak dobrze myśli, to się uśmiecham i zamyślam, i zamykam kartę. Jak źle myśli, to zapominam i zamykam kartę.

A tak w ogóle i nie tylko ankietowo, każdego dnia dostaję coraz więcej sygnałów, dzięki którym coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że:

Kocham moich czytelników! :)

Zaczyna to być nie tylko jednostronne. Coś dobrego zaczyna do mnie wracać. Dowiaduję się, że są czytelnicy – jak ja – niefejsbukowi. Ostatnio starałam się dla fejsbukowych. Teraz wiem, że niekoniecznie są oni przeważającą większością.

Pozdrowienia dla Pauli :)


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: