możesz mniej robić, by więcej żyć

56. Możesz robić o wiele mniej niż ci się wydaje. I nic złego się stanie

Tak jak możesz wyrzucić pięć bluzek w niepasujących ci kolorach i trzy najmniej lubiane kubki, i po trzech tygodniach nawet nie będziesz pamiętał, że te przedmioty posiadałeś, podobnie możesz pozwalać sobie na wiele cięć w planie dnia, w tych wszystkich niezbędnych czynnościach.

Mam przykład.

W drugiej ciąży aktualnie czuję się jak zwłoka, dlatego znowu z Synem przyjechaliśmy pomieszkać trochę u Dziadków. Niby nie emeryci, ale jednak w domu są więcej niż mój Mąż. No i bardziej współczujący oraz wyluzowani.

Na jeden dzień miałam zaplanowane wyjście na całodzienne szkolenie.

Mówię Mamie:
– Wstanę o siódmej, w godzinę się zbiorę, pojadę do domu ubrać się i pomalować i na 9.30 będę na szkoleniu.

– A po co tak wcześnie? Wstań pół godziny później. Nie jedź do siebie, umalować się możesz tu.

– Ale ubrań nie mam… A po szkoleniu podjadę do domu jeszcze po kołyskę i parę naszych ubrań (i bez świadków wywalę kilka najbardziej grających plastikowych zabawek!).

I jak to wyglądało następnego dnia? No nie miałam siły. Czyli spodnie te, co miałam u Rodziców. Marynarka uprana dnia poprzedniego na złość nie wyschła. A tych, które są w domu, nie lubię.

Pojechałam w swetrze na szkolenie dla super przedsiębiorców, gdzie fajnie byłoby sprawiać jednak wrażenie kobiety sukcesu. Ojtam, w ciąży jestem, a liczy się to, to w środku. Amerykańscy przedsiębiorcy wcale nie wyglądają i co z tego?

Z podobnymi myślami pojechałam, po czym szkoliłam się z ludźmi ubranymi zupełnie codziennie – na luzie, a jedna babeczka była w takiej sportowej bluzie, że mi to by było wstyd.

Po te rzeczy do domu też nie pojechałam…

Czyli naplanowałam ambitnie czynności, a okazało się, że równie dobrze poszedł mi dzień bez tracenia jakiejś półtorej godziny na dorwanie lepszych ubrań i dowiezienie paru rzeczy, bez których… mogę żyć i żyję.

Zastanów się, czy z twojego grafiku dnia nie warto byłoby czegoś tak minimalistycznie ściachać. Zyskać czas i spokojniejszą głowę.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email:


Jeśli lubisz moje teksty, zapisz się na otrzymywanie info o nowych na maila.
A jeśli uwielbiasz moje teksty, kup mi ciastko.

8 thoughts on “56. Możesz robić o wiele mniej niż ci się wydaje. I nic złego się stanie”

  1. Można i nawet trzeba. ;-) Dla mnie przykładem TOTALNEGO marnowania czasu jest prasowanie całego prania do zdjęciu ze sznurka. Moja mama zawsze po praniu mocno strzepywała, a potem po zdjęciu nic nie było jakoś szczególnie wygniecione. Ot, złożony tshirt i tak wymagał prasowania po wyjęciu z szafy bo zagięcia się robią nawet jak zaraz po ubraniu zmaltratujemy go żelazkiem. Z kolei znam osoby, które prasują całe pranie i spędzają przy tym godziny. Boże, czasem cieszę się, że nie jestem nauczona tego robić. :D

    1. Trochę zasabotowałaś mi temat na tekst o nieprasowaniu ;) Pewnie, trzeba po prostu myśleć. Mi znajoma mama żaliła się, ile to czasu jej zajmowało prasowanie ubranek dla bobasa (pod koniec ciąży). Prasować bawełniane bodziaki?! Sztuka dla sztuki, nikomu nie bronię.
      Ja tak nie lubię prasowania, że rzeczy wymagające go nosiłam bardzo rzadko, a teraz po prostu takich nie kupuję.

      1. O mój boże – poważnie? Ja mam wrażenie, że te małe kubraczki i tak się nie gniotą. Mnie raczej zastanawia jak ludzie to pranie suszą, skoro potem wygląda jak „psu z gardła wyjęte”. :D
        Mój mąż jakiś czas temu podziękował mi, że u nas się nie prasuje całego prania, a jedynie to, co aktulanie zakładamy. :D

        Pisz, będę czytać. <3

  2. Zgadzam się z Tobą, robienie zbyt ambitnej, przeładowanej listy „to do” jest zbędne, frustrujące i budzące poczucie winy, gdy nie uda nam się tego wszystkiego wykonać. A przecież nie trzeba, można żyć bez niektórych czynności, być szczęśliwym.

  3. Ja już się nauczyłam wykreślać to co naprawdę nieistotne. Na przykład przed randką zawsze się zastanawiam, czy rzeczywiście muszę kręcić loki i robić dymne oko. I nie kręcę i nie robię, a zawsze i tak jest fajnie i nie czuję się wcale mniej ładna czy mniej pewna siebie, a oszczędzam jakąś godzinę (którą mogę spożytkować na przykład na przeczytanie książki lub przygotowanie wpisu na bloga). Przed przeprowadzką zastanawiałam się czy muszę się wcześniej jakoś specjalnie przygotowywać, zbierać kartony, przepakowywać, sortować. Nie zrobiłam żadnych przygotowań. Na kilka godzin przed przyjazdem transportu po moje klamoty, po prostu włożyłam co trzeba do toreb i pudełek, resztę zniosłam do zsypu i się udało – jestem przeprowadzona. Bezboleśnie.

  4. O! Dawno u Ciebie nie byłam, ładnie tu teraz :)
    Ja już się przyzwyczaiłam, że z moich codziennych wstępnych planów wypełniam przeważnie połowę. Resztę odpuszczam bez wyrzutów sumienia. A czasem odpuszczam wszystko i też jest dobrze, świat się nie wali, satysfakcja życiowa jest, wszystko gra :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *