Pani Strzelec lubi jesień. Jesień oczyszcza i jest spokojna.

Zimno mi. Ale lubię te zapachy, kolory i dźwięki opadłych liści.

Lubię nawet mgłę.

Od paru lat cieszę się tym zapachem pełną piersią, w zupełnej wolności, bez podtekstu: zaczyna się szkoła/studia. Ta wolność jest cudowna.

Jesień to dla mnie czas pozytywny. Nie kojarzę jej z umieraniem. Ze spokojem – tak. Z obfitością, z jest tak, jak być powinno, ale nie z umieraniem.

Dzięki Synowi widzę jesień jako dostarczycielkę skarbów do zbierania: malutkich jabłek, dzikich śliwek i żołędzi. Potem dochodzą kasztany.

Oczywiście poza pięknymi, suchymi i ciepłymi dniami są takie, kiedy nie chce mi się wychodzić z domu. To znaczy chce mi się, ale z okna otwartego w celu sprawdzenia temperatury (nigdy nie ufałam termometrom) w te dni uderza mnie zimno zimniejsze niż przy minus trzydziestu. Syn bywa wtedy niepocieszony (ale suchy!). A mnie jesień skierowała w świat książek. Papierowych (http://tezeusz.pl/).

Zaczęłam szalenie (tak, szalenie!) cenić czas, spędzany bez ekranów, o czym pisałam w tekście Tydzień bez komputera – relacja i wnioski i kilku innych. Z kolei po takim czasie z niewielką dawką czasu przy komputerze, wciągnęłam się w swoją związaną z internetem pracę i upewniłam się, że chcąc nie chcąc – lubię to!

P.S. Mam problemy ze stroną. Jeśli możecie polecić kogoś, kto potrafi ustawić przekierowanie na serwerach OVH, proszę o kontakt blog@panistrzelec.pl . Niby banalna sprawa, ale firma, której m.in. to zleciłam, wymiękła w zetknięciu z panelem administratora.


co czyta pani strzelec

Otrzymuj email o publikacji nowych artykułów.
Wpisz swój adres email: