Żyć pierwotnie, to znaczy świadomie bliżej natury.

Pragnę wolności, a w duszy jestem dzikusem. Wspominałam już o tym w tekście Dom. Neguję. Do tego interesuje mnie tematyka zdrowego życia, ekologia i antropologia. Mam ochotę na powrót do korzeni, do takiego funkcjonowania – przynajmniej w sferze materii – jak żyli ludzie dawno, dawno temu.

Doceniam wygodę bieżącej wody, lubię swoje mobilne komputery (choć wciąż walczę o zdrowszą z nimi relację: Miesiąc bez internetu, Zmęczona odbieraniem), uwielbiam suchość i ciepło w domu, lekarstwa i zabiegi ratujące życie oraz komfort własnej łazienki. Nie mam na celu rezygnowania z tych zdobyczy cywilizacji.

Chciałabym jednak z tego miejsca, w którym jesteśmy, spojrzeć w kierunku, o którym piszę, uśmiechnąć się mocno do tamtego lajfstajlu i naśladować go w tym, co dla nas dobre. Jak chociażby rezygnacja z wyjących plastikowych zabawek w plastikowych kolorach na rzecz kontaktu z naturą.

Oto co chciałabym widzieć w swoim życiu:

  • Wczesne wstawanie.
  • Kładzenie się spać wraz ze słońcem. Lub wieczory i noce wokół ogniska: rytmiczne tańce, dające radość, odprężenie umysłu, poczucie wspólnoty i dawkę dotyku (tekst Dotyk) oraz utrzymujące sprawność ciała na poziomie większym niż zero.
  • Proste jedzenie. Bez sosów, tortów. Jednodaniowe. Dwuskładnikowe.
  • Znajomość naturalnych lekarstw.
  • Wspólnota kobiet.
  • Prawdziwy ogień.
  • Świeże powietrze. Zapach wszystkiego. Oddychanie.
  • Czas wolny. Odpoczynek.
  • Patrzenie w gwiazdy.

Da się. Ograniczyć konsumpcjonizm, plastik i cukier. Docenić solary (http://pgi.com.pl/). Uśmiechnąć się.

Do tematu życia pierwotnego powróciłam w tekście: Jeden przykład na to, dlaczego życie we wspólnotach pierwotnych było lepsze.


Otrzymuj email o publikacji nowych tekstów.
Wpisz swój adres email: